W kraju, gdzie kiełbasa wcale nie jest dobra

0
Z cyklu Matka Polka na obczyźnie
 
 
Nic nie dzieje się bez przyczyny. Tak było i tym razem. Ala, moja rozmówczyni chcąc zmienić swoje życie znalazła się w Hamburgu. Patrząc z perspektywy czasu to była bardzo dobra decyzja. O tym jak to jest być żoną i mamą w Niemczech, opowiada mi Alicja Matuszak.
 
 
1

 

Karolina Jaskólska
 
Jak to się stało, że wylądowałaś w Hamburgu?
 
Alicja Matuszak
 
Na początku 2011 roku przeżyłam tragedię… dokładnie 5 lutego będąc już w 9 miesiącu ciąży urodziłam synka, martwego. Przeszłam bardzo ciężką depresję i mój terapeuta zalecił mi całkowitą zmianę otoczenia. Wtedy akurat odnowił mi się kontakt z moim serdecznym przyjacielem, który mieszkał w Hamburgu. Wyciągnął do mnie rękę i tak właściwie zaczęło się moje nowe życie. Jak wiadomo – nic nie dzieje się bez przyczyny!
 
Przykro mi… to poważna zmiana, poważny krok naprzód. Nie miałaś obaw aż tak zmienić otoczenia?
 
Nie. Wiedziałam, że już nie będę tą samą osobą. Nie potrafiłam rozmawiać wtedy nawet z najlepszymi przyjaciółmi, z rodziną. Chciałam uciec od tego co mnie spotkało, od wspomnień a przede wszystkim od spojrzeń pełnych litości… Nie do końca mój wyjazd spełnił moje oczekiwania. Czarodziejska różdżka nie zadziałała i nie zapomniałam… Ale nikt mnie tam nie znał, nikt nie pytał…
 
Nowy początek. A Hamburg, spełnił Twoje oczekiwania?
 
Na początku wydawał mi się pięknym miastem. Dopiero z czasem uderzyła mnie rzeczywistość. Poszukiwanie pracy bez znajomości języka, nowi ludzie, brak pomocnej ręki.
 
No umówmy się niemiecki nie jest pięknym językiem.  Jak sobie poradziłaś?
 
Uratowała mnie znajomość języka angielskiego i wujek Google (śmiech). W internecie znalazłam przykładowa CV-kę i z tym ruszyłam w miasto. Dopiero na dworcu głównym w Mc Donaldzie był ktoś chętny że mną rozmawiać. Tam zaczęłam pracować.  Nie trwało to długo. Później poszłam w ślady sporej części naszych rodaczek i zaczęłam sprzątać prywatne domy.
 
A teraz, co robisz?
 
Teraz wychowuje moja córeczkę, która ma 7 miesięcy. To jest priorytetowa sprawa. Ale tuż przed ciążą zaczęłam robić szkołę językową.
2
 
I życzę jej skończenia  z językiem łatwiej o lepszą pracę. Mało odkrywcze ale prawdziwe.  Powiesz mi jak poznałaś męża? To dość ciekawa historia (śmiech)
 
Językiem niemieckim na szczęście posługuje się komunikatywnie – nie wyobrażam sobie inaczej będąc tam razem z dzieckiem. Szkoła jest tylko dla doprecyzowania gramatycznych aspektów.
 
Co do męża (śmiech). Istnieje taki portal typowo dla Polaków w DE. Któregoś razu przeglądając go zauważyłam ogłoszenie – szukam kolegów i koleżanek. Akurat miałam dość stresujący dzień i chciałam się kogoś czepić. Taka potrzeba (śmiech). Padło na niego! Na dzień dobry usłyszał ode mnie, że znajomych to się raczej nie szuka przez takie portale, przecież to desperackie… i od słowa do słowa wyszło spotkanie. Jedno, drugie i tak dalej poszło. (śmiech)
 
No brzmi desperacko. Ale przez tą jego desperację i odwagę jesteście teraz razem i macie wspaniałą córkę! Jak Wam się żyje zagranicą?
 
Oj tak! Nasze marzenie się ziściło.
 
Nie narzekamy. Kokosów może się nie dorobiliśmy, ale żyjemy spokojnie. A przede wszystkim samodzielnie. Mamy mieszkanie spółdzielcze. Póki co nie duże, ale na nas troje, plus psiak, spokojnie wystarczy.
 3
Myślicie o powrocie?
 
Ostatnimi czasy częściej. Głównie ze względu na bezpieczeństwo. Aczkolwiek, zaczynać wszystko od podstaw nam się nie uśmiecha. Na razie, dopóki sytuacja jest nie najgorsza, myślimy o zmianie miejsca zamieszkania w Niemczech. Na spokojniejsze. Mam na myśli jakąś mniejszą miejscowość, ewentualnie nawet wioskę.
 
Czego Ci najbardziej brakuje. Nie pytam o rodzinę bo to oczywiste zapewne.
 
Oj tak rodziny! Ale poza tym polskiej kiełbasy!!!!
 
Kiełbasy! No weź! Przecież Niemcy i wursty to dwa bratanki!
 
Proszę Cię!!! Nie mam pojęcia skąd wzięła się taka opinia, ale kompletnie się z nią nie zgadzam! Nie znoszę niemieckich kiełbas, wędlin! Nie, nie i jeszcze raz nie!
Na szczęście są Polskie sklepy, a i ja dość często bywam w naszym pięknym kraju.
 
A ludzie ściągają do Niemiec tłumami żeby spróbować serowej kiełbasy Niemców….rozczarowanie. Czyli nie jesteś zgermanizowana?
 
Ogromne rozczarowanie jak dla mnie! Myślę, że nie. Fakt, czuję się tam już jak w domu, ale jakiś skrawek mnie ciągnie do Polski.
A co byś zmieniła?
 
Masz na myśli w DE?
 
Tak w DE i swoim życiu.
 
Hm… w swoim życiu nic! Zabrzmi to banalnie, ale prawdziwie. Mam wspaniałego męża, niesamowitą córkę i za nic bym tego nie chciała zmieniać. A w Niemczech… cóż marzy mi się aby zmieniła się ich opinia odnośnie Polaków. Aby nas docenili i traktowali jak równych sobie.
 
No właśnie jak Oni Was, nas widzą?
 
Oczywiście nie wszyscy, ale myślę że sporo Niemców uważa Polaków za pijaków i złodziei. Utarło się takie przekonanie, że Polak zawsze do pracy na kacu przychodzi. Ale tak szczerze z własnych obserwacji, widzę że sporo z naszych sobie zasłużyło na taką opinię… Szkoda tylko, że rykoszetem wszyscy obrywamy.
 
Ech generalizacja….A jak to jest być mamą w Niemczech? Michalina ma siedem miesięcy, już pewnie to wszystko sobie poukładałaś. Pytam też o to czy państwo jakoś pomaga.
 
Trochę samotnie, z tego względu że nie mam pod ręką babci, która pomoże. Jestem zdana na siebie, mąż całe dnie pracuje.
 
Jeśli chodzi o opiekę medyczną – ogólnie nie narzekam. Aczkolwiek jest wiele spraw związanych z niemowlakami do których Niemcy całkiem inaczej niż my pochodzą i to mi się trochę gryzie.
Jeżeli chodzi o pomoc od państwa to jak najbardziej takowa jest. Na córeczkę do jej 18 otrzymuje 190 euro miesięcznie plus przez rok mój macierzyński. Z racji tego, że tuż przed ciążą nie pracowałam otrzymuję minimalną kwotę tj. 300eu miesięcznie.
 
Chyba idzie za to przeżyć…? Gdzie rodziłaś w Polsce czy w Niemczech?
 
Dodając do tego wypłatę męża – tak (śmiech).  Bez większych szaleństw, ale bez stresu.
W Niemczech. Nie chciałam w Polsce z wiadomych względów.
 
Twoja córka jest jeszcze malutka. Masz już jakąś koncepcję na przyszłość? Nie chodzi mi o studia czy wysyłanie na zajęcia, ale na przykład naukę języka. Szkoła niemiecka i w domu po polsku, czy szkoła Polska?
 
Powoli zaczynamy rozmyślać z mężem na ten temat. Wstępnie planujemy niemiecką szkołę, a językiem polskim będziemy posługiwać się w domu. Ewentualnie bierzemy pod uwagę dodatkowe lekcje języka polskiego, które oferuje kilka szkół.
 
Jakby nie patrzeć jej życie prawdopodobnie będzie toczyć się w Niemczech i to będzie jej dom. Chciałabym jednak zaszczepić w niej miłość do Polski. Na szczęście mieszkamy stosunkowo blisko, więc częste wizyty są możliwe.
 
A robicie sobie wycieczki w okolice Hamburga?
 
Rzadko… Nigdy na to czasu nie było. Mam nadzieję, że przy młodej uda się nam to wszystko nadrobić
 
Masz większy kontakt z mamami Polkami czy Niemkami?
 
Z mamami Polkami. Na magicznym Facebook’u istnieje nawet grupa mamusie z Hamburga. Dodatkowo moja znajoma ze szkoły, niemalże w tym samym czasie urodziła synka, więc stanowczo z Polkami.
 
I jak tam Polacy? Bo historie o Polakach z Polakami zagranicą są rożne.
 
Bardzo różnie… Mówiący Polak Polakowi wilkiem– mają po części rację. Dość rzadko spotykana jest wśród naszych rodaków bezinteresowna znajomość. Zazwyczaj ludzie znają Twój numer kiedy a) mają problem b) nie mają pracy c) trzeba im coś przetłumaczyć. Niestety takie są realia… Nie chcę generalizować oczywiście. Ja mam to szczęście, że udało mi się poznać kilka fantastycznych osób.
 
A co byś poradziła mamom, tym przyszłym i obecnym mieszkającym w Niemczech?
 
Ach.. Stosunkowo krótko jestem mamą, ale myślę, że super sprawą są zajęcia specjalne dla obecnych i przyszłych rodziców w tzw. szkołach rodzicielskich. Na takich spotkaniach poznajemy się my – rodzice, a przy okazji uczymy się ciekawych rzeczy o naszych maluszkach.
 
Czego mogę Tobie życzyć?
 
Aby nadal było tak dobrze jak jest!
4

 

 

About author

Nie mogąc dogadać się z wiatrem

Od jakiegoś czasu mam wielką ochotę na puszczenie w niebo latawca. Brzmi śmiesznie, ale serio. Od kiedy Groszek kupił takowy (jako element prezentu) siostrze na ...