SportMama

0
13817066_1230976070287160_1550539650_n

Gaduła zaprosiła na wywiad drugą gadułę. Oczywiście w pozytywnym sensie używam tego określenia. Choć przesłuchując nagrania z rozmową, nienawidziłam siebie za tę cechę. Śmiechy, chichy i kilkadziesiąt minut przesympatycznie spędzonego czasu, trzeba przelać na papier. Pisząc, miałam cały czas uśmiech na twarzy. Bo jak tu nie polubić kobiety, która jest zakochana w swoim synku bez pamięci. Osoby, która łączy etat w pracy z etatem matki. Niesamowicie ciepłej i pogodnej gdynianki – Moniki Pyrek

Karolina Jaskólska: Złapałam Cię, tak naprawdę, tuż przed wylotem do Rio. Nie byłabym sobą gdybym nie zapytała: jedziesz sama czy z synkiem?

Monika Pyrek: Sama, zdecydowanie sama. Choć myślę, że ja najgorzej zniosę tą naszą rozłąkę. Bo synek będzie na początku z mężem, a potem mąż do mnie dolatuje i Grześ zostanie z babcią. Babcię bardzo kocha, więc myślę że nie zauważy, aż tak bardzo nieobecności mamy. A to matka będzie cierpiała, wyczekiwała, próbowała się połączyć przez Skype’a z małymi dziećmi to trudno się rozmawia przez telefon. Nie jest to najłatwiejszy moment życiowy.

Zawsze w takich sytuacjach to mamy jednak bardziej cierpią…

Właśnie mnie to zastanawia…wszystko jest na naszej głowie, fajnie by było w końcu odpocząć chwilę, żeby wyłączyć tą swoją głowę i pozbyć się tego obciążenia. A okazuje się, że pewnie będę myślała ze zdwojoną siłą o tym czy się najadł, czy się wyspał.

To taka sprzeczność matki…ja chyba nie dałabym rady…ale Ty z Grzesiem też wyjeżdżasz?

Oczywiście. Bardzo dużo jeździmy. Grzesiu nie ma z tym problemu. Mam taki tryb życia, że co chwilę musimy wyjeżdżać. Niestety nie w turystycznych czy wypoczynkowych, a generalnie w sprawach zawodowych. Przez to jest również przyzwyczajony do opiekunki na wyjazdach, bo niestety zdarza się, że sama muszę wyjść na parę godzin. Nie znosi jakoś dramatycznie podróży samochodem, a pociąg jest wielką atrakcją. Ja się śmieję, że jest jedynym zadowolonym pasażerem PKP (śmiech).

Jeszcze moje dzieci! I jeszcze autobus – szczyt szczęścia!

No właśnie. Jak babcia przyjeżdża, to wożą się tramwajami i autobusami do przedszkola. To jest największa atrakcja.

No i babcie wygrywają…

To prawda!

A jaką podróż zapamiętałaś najbardziej?

Jezu…tyle tych podroży było (śmiech) … O, pamiętam! To akurat był wakacyjny wyjazd. Jak jechaliśmy do Bukowiny, prawie 11 godzin jazdy autem, to było wyzwanie. Oczywiście trochę przespał. Ale zdecydowanie większą część jazdy był aktywny.

I jak wtedy zajmujesz się synem?

No niestety, na co dzień tego nie robię, ale w podróży jest to ratunek… puszczam mu bajki na tablecie. Ja jeszcze niestety siedzę z tyłu. Stety dla niego, ale ja mam chorobę lokomocyjną, więc jak siedzę na tylnej kanapie jest mi bardzo niedobrze. Cały czas staram się nie obracać, ale trzymam go za rękę gdy jest zniecierpliwiony. Dużo też rozmawiamy, obserwujemy świat dookoła. Teraz jest fajny moment, gdy zaczyna mówić i zauważa wiele rzeczy. Na przykład zostałam ekspertem od maszyn na budowach! Nigdy nie podejrzewałam się o to, że będę wiedziała jak się co nazywa, ale dla syna musiałam się nauczyć. (śmiech) Tu się cieszę, że polskie drogi są w remontach (śmiech). Jak czegoś nie wiem, to na szczęście mam Internet w telefonie i szybko pytam wujka Wikipedię..

Można się jednocześnie dokształcić.

Zauważam też to, że wiele rzeczy sobie po prostu przypominam. Albo sama się uczę. Muszę liznąć choć trochę tego, żeby odpowiedzieć na podstawowe pytania. To jest fajne! Taki urok bycia mamą.

I wtedy wychodzi, że mama jest najmądrzejsza na świecie. Wie wszystko i zawsze odpowie, pomoże. A jest jakaś przygoda, jaką zapamiętałaś najbardziej?

Te nasze podróże były raczej  znośne, nie było żadnych szczególnych przygód, awarii. Słyszałam od koleżanek że dziecko się zakrztusiło, albo coś takiego. Akcje wyciągania, ratowania. Nam tfu, tfu, tfu, na szczęście nic takiego się nie zdarzyło. My jesteśmy za to takim małym autobusem. Mamy jeszcze psa. Ja zanim zostałam zwariowaną matką, byłam zwariowana psiarą. Klasycznie. Jak małżeństwo przygotowuje się do bycia rodziną, najpierw jest zwierzak, żeby sprawdzić siebie, a potem dziecko. (śmiech)

Ja miałam kota!

Właśnie! Ja byłam zaprawiona w podróżowaniu. Nawet latałam na zgrupowania samolotem z psem. Zawsze jeździł że Mną, bądź, w takich klatkach z tyłu. Taka klatka zajmuje dużo miejsca. Teraz, jak już zabiorę klatkę, wózek dla syna, wszystkie dzieciate rzeczy to wtedy próbuje upchnąć własne.

Uroki bycia mamą!

Dokładnie…ja przez sport stałam się ekspertką w pakowaniu. Czasem trzeba było spakować się w dwie godziny i wyjechać. Nauczyłam się też dość szybko żeby nie brać tych wszystkich rzeczy dla dziecka, które nie są potrzebne. Nie muszę mieć tony zabawek dla niego. Wiadomo, pierwszy rok chciałam być ubezpieczona na wszystkie ewentualności. Teraz już nie zabieram pięćdziesięciu bluzek na przebranie, mam luz jak czasem chodzi brudny.

Pojęcie brudu się zmienia.                                                                                                                    

Teraz raczej dbam o takie najpotrzebniejsze rzeczy. Ważne żeby był jakiś lek na wypadek wszelkich możliwych chorób. Chcę mieć tą podstawę zanim wyruszę do lekarza. Zawsze mam taką apteczkę ze sobą.

13819625_1230979833620117_2070347842_n

Opowiadasz, że zwiedziliście trochę. A jednak, osiedliliście się w Szczecinie. Dlaczego nie na przykład w Warszawie?

Wiesz co, ja się tyle w życiu najeździłam, że chcę być po prostu w domu. Już cztery lata nie trenuję i w dalszym ciągu chcę mieć coś takiego, takie poczucie. Jest tak, że jak mam się spakować, wyjechać to mnie po prostu szlag trafia niestety. No tak to wychodzi….Mimo, że to już cztery lata, to ja ciągle pragnę tego domu. Śmieję się, że mam takie banalne marzenia. Na przykład żeby rozpakować swoją kosmetyczkę, mieć tak wyłożone obok siebie kosmetyki, mieć uchwyt na suszarkę. Takie przyziemne rzeczy. Nadal jest tak, że często nie mam wypakowanej kosmetyczki, bo zaraz jest kolejny wyjazd i nie chce mi się pakować jej od nowa. Ale staram się choć trzymać to, udawać że jestem w domu. Stałam się taką domatorką. Ale to może dlatego, że przez 18 lat żyłam na walizkach. Cieszę się, że mogę mieć ten swój kawałek podłogi. Swoją kanapę i wiedzieć gdzie się budzę rano. Bo też były takie momenty, że trzeba było odczekać pięć minut, porozglądać się dokoła, zobaczyć w telefonie jaka jest data. Orientowałam się wtedy, że jestem na tych zawodach i na tym zgrupowaniu.

Nawet na zwiedzanie nie ma czasu…

Nie, nie…jak na zawody jeździłam to w ogóle. Na zgrupowaniach były wolne niedziele i trzeba było coś ze sobą zrobić w tym ośrodku sportowym. Z reguły są to miejsca na odludziu. Jest ośrodek i tyle. Wtedy się gdzieś wyjeżdżało i próbowało się zwiedzać, ale nie za dużo, bo na drugi dzień był trening i trzeba było być gotowym i nie zmęczonym.

Dobra. Zdradź mi teraz tajemnicę ludzkości…pochodzisz ze Szczecina czy nie? (śmiech)

Nie pochodzę ze Szczecina! To jest dla mnie wielka zagadka! Jestem tu wsiąknięta całkowicie. Łącznie z tym, że co niektórzy (ja się z tego śmieję i nie wyprowadzam ludzi z błędu) mówią:„aaa, ja chodziłem z Panią do szkoły”, albo „mój dziadek uczył Panią w szkole”. To ja pytam: „ale gdzie, w Gdyni?!”. (śmiech). Jestem Gdynianką, a przyjechałam do Szczecina za trenerem w 2002 roku. On dostał tu pracę. Bardzo ciepło mnie tu przyjęto, ja się dobrze czułam. Możliwe, że ta pozytywna energia tak na mnie wpłynęła. Dzięki temu mogę powiedzieć, że się czuję szczecinianką. Oczywiście mój dom rodzinny to Gdynia, ale jak myślę „dom” to kojarzę Szczecin. To jest moje miejsce i nie wyobrażam sobie inaczej. Oczywiście po zakończeniu przygody ze sportem było ileś propozycji, ciągle się one pojawiają, żeby się przeprowadzić do Warszawy i tam pracować. Ale nawet większe zarobki mnie nie kuszą, bo jak rozpiszę plusy i minusy to i tak lepiej prezentuje się Szczecin. Ten spokój. Ja po prostu jestem w skowronkach jak tylko pomyślę, że do jednej pracy, do Radia, mam 6 minut, a do drugiej, na halę, mam też 6 minut.

A pośpiech?!

Oczywiście, że się śpieszę, matki zawsze się śpieszą. Zawsze jesteśmy w niedoczasie. Jak pomyślę, że coś takiego miałabym przełożyć w realia warszawskie, no to chyba bym zwariowała!

Naprawdę to miasto trafiło Ci do serca!

Są tu fajne, małe środowiska. Dużo osób mówi, że nic się w Szczecinie nie dzieje, a tak naprawdę jak dobrze się rozejrzysz to dzieje się tyle, że czasem nie jesteś w stanie być we wszystkich miejscach. Fajnie, że powoli ludzie to dostrzegają. Ten trend narzekania wynika z tego, że przez jakiś czas faktycznie było cicho. Ludzie oduczyli się szukania atrakcji. I teraz nie ma takiej kultury sprawdzania.

Pozostała jedynie garstka, która to robi…Rodzice boją się, że nie będą mieli co zrobić z dzieckiem idąc na przykład na siłownię.

Mi to trudno oceniać, ja chodzę na siłownię gdzie jest kącik dla dzieci, zajęcia korekcyjne dla najmłodszych. Znalazłam swoje miejsce, ale wydaje mi się że coraz więcej jest takich punktów. Czasem bardzo bym chciała, ale nie mam czasu, a jak już go mam i się budzę, to nie ma już wolnych miejsc. (śmiech)

Mamy są bardziej świadome.

Zgadzam się. Mamy szukają takich miejsc. Warto dlatego organizować podobne wydarzenia, jak na przykład Targi, żeby pokazać rodzicom co się dzieje. Ja też wielu rzeczy poszukuję i wiele rzeczy mnie zaskakuje – że w ogóle jest. Zobacz, na Azotach będzie można pobawić się z dzieckiem na dmuchawcach, wziąć udział w warsztatach, zapoznać się z ofertą wystawców – przeróżnych. Będą panele dyskusyjne, bajkowe stworki, konsultacje ze specjalistami, konkursy. I za darmo! Można? Można! (śmiech)

Ale przede wszystkim, ważne jest to, żeby spotkać się w jednym miejscu i zobaczyć, te wszystkie atrakcje, które są w Szczecinie. Rodzicom zależy na tym, aby sprawdzić jakość. Jesteśmy już na tyle świadomi, że nie wybieramy jedynie dlatego, że: „o, tu jest ładnie”. Chodzi o to, aby poczuć atmosferę, klimat. Mamy pierwsze wrażenie i fajne jest to, że na Targach możesz porównać je z różnymi ofertami. To jest dla mnie podstawa. Po drugie, nie oszukujmy się, to jest wspaniały sposób spędzenia z dzieckiem czasu! Ono korzysta też z iluśtam atrakcji. Sprawdzasz wtedy, co go bardziej interesuje. Możesz zobaczyć jego reakcję. W którą stronę pójść. W domu, w przedszkolu często nie ma jak wychwycić wszystkich reakcji, pasji, zamiłowań. Tutaj jak jesteś w dużym ”bodźcowanym” miejscu to możesz przyjrzeć się dziecku, odkryć co lubi. Nigdy wiedzy za mało. Trzeba pójść i sprawdzić. A nóż widelec jakaś eureka się zdarzy.

13823408_1230979836953450_1392697853_n

To teraz tak szczerze. Da się połączyć karierę zawodową z karierą bycia mamą?

Kariera mamy to kariera na całe życie. Nie ma wyjścia, musimy sobie z tym poradzić. (śmiech). Da się oczywiście. Mi pomogło to że byłam sportowcem zawodowym. Jestem dzięki temu mega zorganizowana. Czasem to przeszkadza. Chciałabym mieć dużo spontaniczności. To wszystko przekłada się też na pracę zawodową. Chociażby mam wszystko zawsze ustalone. A to że jestem mamą…ja nie mogę reagować nagle. Coś się wydarzy i ja muszę gdzieś lecieć. Musze mieć to zaplanowane wcześniej. Nie mam w Szczecinie mamy i nie mogę liczyć na szybką pomoc w opiece. Musze sobie to organizować i umiem to – cieszę się z tego. Jednak czasem chciałabym mieć tą spontaniczność. A wracając do pytania – można i nawet trzeba. Ja to wszystkim polecam! Okazuje się że naprawdę jesteśmy wielozadaniowe i nie sprawia nam to aż tak wielkiej trudności. Mężczyźni też by sobie pewnie poradzili, ale jednak zajęłoby to im troszkę dłużej. Nam to wychodzi naturalnie.

Weszło nam to w krew.

Chociaż czasem fajnie by było odpocząć od tego. Nie udowadniać bez przerwy, że damy radę, we wszystkim. Ale takie jesteśmy. Dobrze jest nauczyć się delegowania zadań. Żeby nie być taką mamą Zosią-samosią. Bo moim zdaniem to źle wpływa na relację z dzieckiem. Kiedy dziecko wisi na Tobie, a nie poznaje innych, świata, itd.

Tak jest u Ciebie?

Mój syn jest taki, że jak jesteśmy sami to wisi na mnie, jestem najważniejsza. A jak ktoś przyjedzie, kto go interesuje to wybiegam z tego łańcucha potrzeb. Potrafię to sobie wytłumaczyć. Jest mi przykro i owszem. To taka skrajność. Czasem myślę „ idź na chwileczkę, pobaw się poznaj ludzi, ja wypije choć kawkę”, a jak idzie to jest to ukłucie „kurczę, a jednak!”. No jesteśmy pełne skrajności. Z jednej strony chcemy odpocząć, a z drugiej być wciąż z dzieckiem. To będzie trwało przez jakiś czas. A potem dziecko wyfrunie spod naszych skrzydeł…kiedyś ktoś mi coś takiego powiedział, że tak do 8 roku życia jesteś najważniejszą osobą w życiu dziecka, wykorzystaj ten czas. Wyprzytulaj, bo potem przyjdą koledzy i będzie obciach przytulać się do mamy. No to ja przytulam ile wlezie, całuje ile wlezie. To jest bardzo urokliwe jak mówi, że mnie kocha. Ja się śmieję, że tak samo kocham syna, jak mnie denerwuje. Wystarczy, że powie, że mnie kocha i serce mięknie. Ja dostaję taką pozytywną energię, że jestem komuś potrzebna, że docenia to co robię. Mimo że się czasem drę na niego, bo nie jestem mamą, która tylko poklepuje i potrafi wszystko wytłumaczyć. Jesteśmy tylko ludźmi. Dopóki nie przeważa krzyk nad radością to nie ma się czego obawiać. Nie można wychować malucha pod kloszem. Czasem trzeba pokazać mu negatywne uczucia. Lepiej żeby znał realia.

12038783_1038537482864354_7468596682243795133_o

 

About author

Karolina Jaskólska

Jestem młodą mamą, choć znam młodsze. Zostałam nią w wieku 26 lat, ale jako że starość zaczyna się po 99. roku życia mogę się za młodą mamę uważać. Mam cudownego syna i córkę, którzy są dla mnie całym światem. Z zawodu dziennikarka z wykształcenia medioznawczyni. Bardzo lubię to co robię, więc trudno całkowicie zerwać z pracą. Staram się jak tylko mogę chociażby ‘coś skrobnąć’. Żeby oddychać potrzebuję: najbliższych sobie osób, marzeń (które powoli spełniam), celu (który łączy się ze spełnieniem marzeń) i czystego powietrza (którego coraz mniej…) Życzę sobie i czytelnikom przyjemnego spędzania czasu. Mam nadzieję, że nie raz się spotkamy wirtualnie bądź w rzeczywistości.

No comments

Wyniki konkursu!

Wyniki konkursu w którym do wygrania był poradnik  „Dziecko. Pielęgnacja i wychowanie” napisanej  przez Benjamina Spocka i uaktualnionej przez Roberta Needelmana   GRATULUJEMY! 😉