Rzym jest jak dojrzała kobieta

5

Z cyklu Matka Polka na obczyźnie

 

Rodzina Polsko-włoska, Aleksandra, Fabrizio i ich córka Matylda. Mieszkają w Rzymie, mieście kapryśnym, tajemniczym ale i pięknym. Czy łatwo jest żyć we włoskiej rodzinie? Czy ta sławna włoska mama jest naprawdę taka groźna? Czy jedzenie jest dla nich najważniejsze?

 

 13101335_10208666259828428_272788125_n

 

Karolina Jaskólska

Jaki jest Rzym?

Aleksandra

Rzym jest jak dojrzała kobieta. Nie jest łatwy, ma swoje kaprysy, swoje zakamarki, które wymagają dużo cierpliwości, aby je z miłością odkryć. To mi kiedyś powiedział mój mąż i po kilku latach życia tu zgadzam się z tym.

Bo na przykład Mediolan to młoda laska, zawsze gotowa i chętna na zabawę.

Do Rzymu trzeba mieć cierpliwość. Mimo, że często narzeka się na chaotyczność miasta i bardzo liczne strajki komunikacji to ludzie Rzym kochają.

Zdradzę Ci że zawsze chciałam w Rzymie mieszkać. Kiedyś nawet, jak szukałam pracy, z ciekawości sprawdziłam oferty z tego miasta… Jak Ty tu trafiłaś?

Nigdy nie było w moich planach ani Rzymu ani Italii. Dużo podróżowałam, ale nigdy nie wiązałam swojej przyszłości z jakimś konkretnym miejscem. Historia jest dość banalna. Poznałam pewnego Włocha, który po kilku latach został moim mężem, mamy córeczkę i drugie dziecko jest w drodze. Nigdy w życiu bym nie przypuszczała, że tak potoczy się moje życie…

Gratuluję! Jak ma córci na imię?

Matylda i ma 10 miesięcy

To tak jak moja Maja! A to prawda, że włoscy faceci są nierozłączni z mamą?

(śmiech) Ech, włoskie mamy!

Wiesz, pytam po trochu czy Twój mąż nie chciałby abyś Ty taką mamą była dla swoich dzieci. Choć macie córkę… To chyba inaczej…

No to był dla mnie szok kulturowy, tym bardziej, że mój maż jest jedynakiem. Ciężko mi było przyzwyczaić do tych matczynych czułości itd. Toczyliśmy wiele dyskusji na ten temat z moim mężem i w końcu jakoś się udało do tego przyzwyczaić.

Teraz problem jest mniejszy, bo jest ukochana wnusia.

Chyba nie chciałby abym była taką właśnie włoską mamą. Trochę ok, ale bez przesady. Na razie jestem raczej normalną mamą (śmiech). A Matyldzia jest jeszcze malutka, zobaczymy jak nam wyroście. Na razie lubi i ziemniaczki z buraczkiem i makaroniki (we Włoszech są specjalne makaroniki o różnych kształtach dla dzieci, niesamowite)

No właśnie, opowiedz mi coś o tych różnicach kulturowych.

We włoskiej rodzinie bardzo dużo jest czułości, dotyku, dużo ochów i achów. Trochę to wydawało mi się i wydaje nadal sztuczne.

Z moją rodziną bardzo lubimy spędzać czas. Są imprezy, wyjazdy, codzienne sprawy. Jest więcej szczerości i naturalności.

Z resztą we Włoszech, życie to teatr. Te wszystkie gesty, kłótnie na ulicach trochę na pokaz, całusy i pełno komplementów to jest część ich kultury.

Nie zawsze to jest szczere, ale myślę, że też nie robione w złej wierze. Po prostu włosi tak mają.

No i jeszcze spóźnianie i radykalizm kulinarny. Generalnie wszystko się toczy wokół jedzenia. (śmiech) Pierwsze pytanie o imprezę, wesele, wakacje itd. – Czy dobrze się jadło, jak jedzenie i o Jezu ile się najedliśmy.

To z dbania o linię nici! (śmiech)

Dla Włochów wygląd zewnętrzny jest bardzo ważny. Pilnują się bardzo, chodzą na siłownie itd. Na plażach trzeba się pokazać!

Ciekawym widokiem są samotni mężczyźni i kobiety na plażach, którzy się opalają. Ot tak, po pracy. Sami. W Polsce to zawsze pretekst do spotkania ze znajomymi, a tu tak sobie samemu. Dla mnie nie ma większej nudy.

A rozmawiałaś kiedyś z mężem jak On postrzega polską rodzinę?

Polska rodzina to dla mojego męża też część jego rodziny. Lubimy i często jeździmy do Polski.

Atmosfera jest zawsze wesoła.

Po Twoich opowieściach mam wrażenie, że życie we Włoszech nie jest łatwe….

Nigdzie nie jest łatwe. Zawsze są jakieś plusy i minusy. Zdarza mi się tęsknić za polskim życiem, ale jak jestem dłużej w Polsce to zaczynam tęsknić do życia włoskiego. Wszędzie dobrze gdzie nas nie ma. Dobre są takie pobyty w Polsce, bo jak długo jestem w Rzymie to bardzo idealizuje Polskę, aż za bardzo.

Jak radzisz sobie językowo? Po jakiemu mówisz do córki?

Mówię do Matyldy tylko po polsku, czytam po polsku, słuchamy polskich piosenek. Mąż też czasem mówi do niej po polsku. Uczy się przy niej. Na początku może mówić lepiej w moim języku, ale mam świadomość, że będę musiała włożyć dużo pracy aby miała ciągły z nim kontakt .

A mąż po polsku dużo umie?

Pracuje często w Polsce, w Polsce się poznaliśmy. Brał nawet lekcje tutaj w Rzymie, ale niestety z braku czasu musiał przerwać. Umie sporo i czasem mnie zaskakuje. Wiem, że powinnam też do niego częściej mówić po polsku od początku naszej znajomości. Mam nadzieje, że teraz z dziećmi szybciej mu pójdzie. Moja mama zaczęła się uczyć włoskiego, kilka osób z rodzinki mówi po angielsku, więc z komunikacją nie ma problemu.

Twoja rodzina miała jakieś obawy kiedy powiedziałaś, że wychodzisz za Włocha i przenosisz się do Rzymu?

Rodzice bardzo się zmartwili jak usłyszeli, że poznałam Włocha. Ale poznali go osobiście i wzbudził ich zaufanie. Z resztą ja też na początku byłam bardzo sceptycznie nastawiona. Wszystko fajnie, ale gdzieś  tam z tyłu głowy zawsze była jakaś myśl, czy to aby nie ściema.

Dziś się z tego śmiejemy, ale tyle się słyszy różnych historii, że ostrożności nigdy za wiele.

Stereotypowe myślenie o Włochach? No właśnie, a co się zmieniło w Twoim życiu. Nie chodzi mi o wyprowadzkę bycie mamą czy żoną. Ale w jakimś sensie musiałaś przesiąknąć Rzymem, Włochami.

Niestety stereotypy są wszędzie obecne i niestety działają w dwie strony. Co się zmieniło? No teraz ciężko powiedzieć, bo w Polsce byłam singlem, podróżowałam, imprezowałam. Teraz jestem żoną i matką. Trochę jednak mniej imprezuję. Chyba, że z córeczką o 4 rano. (śmiech)

Dużo jest takich małych rzeczy, nawyków np. musiałam się dokształcić jeśli chodzi o historię Polski. Jako dumna Polka muszę mieć orientację w polskich sprawach. Nawyki to przykładowo picie kawy espresso na stojąco w barze w przerwie miedzy załatwianiem spraw, jedzenie makaronów, godziny posiłków. O 13 obiad o 20 kolacja, to była prawdziwa walka z mężem, niestety ulęgłam i teraz nawet w Polsce często zdarza mi się jeść w tych godzinach.

A chciałabyś mieszkać gdzie indziej?

Czasem się rozmarzę jakby to było w innym miejscu na świecie, ale dobrze nam się tutaj żyje i na razie nie mamy w planach zmian. Mój mąż nie mieszkał nigdy poza Rzymem i nie chciałoby mu się zaczynać wszystkiego od nowa.

Na pewno chcemy dużo podróżować z dziećmi po całym świecie.

A na stare lata ja na pewno wrócę do Polski. Natomiast mąż się strasznie denerwuje jak mu mówię, że w razie czego chce być pochowana w moim rodzinnym mieście. Oj straszne nerwy wtedy ma. A ja chyba jak będę to miała na piśmie to będę spokojna (śmiech)

Kurcze to taki problem o którym wcześniej bym nie pomyślała! On jest tak bardzo przywiązany do swojego kraju?

 Ma tu prace, rodziców, dom i jest dumnym rzymianinem. Chociaż wspomina o emeryturze w Polsce, więc może jednak…

Matko, napisałaś rzymianinem i mi się taki w białej todze i sandałkach skojarzył….

No gladiator normalnie! (śmiech)

Straszono mnie, że we Włoszech nie ma pracy. I że szczególnie w Rzymie, jest krucho z akceptacją obcokrajowców. Prawda to?

Im dalej na południe tym mniej pracy. Jest bardzo duże bezrobocie. Włosi przyzwyczajeni do dobrego życia, dolce vita, chodzenia po knajpkach, a  nagle muszą się obudzić i wziąć do roboty. A pracy nie ma. Stad dużo młodych mieszka z rodzicami. Zresztą w Polsce też jest taki trend.

Zależy jakich obcokrajowców. Teraz ludzie boją zamachów, więc czuć wzrok ludzi i niechęć do osób o ciemniejszej karnacji.

Z drugiej strony nie mogą sobie pozwolić na za dużo tej niechęci, bo to w końcu turystyczne miasto.

A Ty spotkałaś się z jakimiś nieprzyjemnościami ?

Na ulicy generalnie włosi są bardzo pomocni. A jeszcze jak się trafi jakaś zabłąkana blond dusza to rzucą wszystko aby pomoc (śmiech).

Mi nic groźnego ani jakoś bardzo nieprzyjemnego się nie stało. Czasem widać trochę jak się ktoś skrzywi na hasło Polska, polka, ale to są raczej ignoranci.

Na szczęście jestem brunetką. Blondynki mają wzięcie. Dużo komplementują na ulicach i chyba w troszkę bardziej kulturalny sposób niż nasi polscy panowie.

Ciekawe co Oni sobie myślą o polakach….

Starsze pokolenia pamiętają Polaków jako tych co myli szyby na światłach w latach siedemdziesiątych. Podobno Polacy pierwsi wpadli na ten pomysł! Wielki szacunek i miłość do Papieża Wojtyły. Standard czyli, dużo pijemy i kobiety również. Ale chyba też podziwiają za pracowitość, kreatywność i przedsiębiorczość.

Dla Włochów którzy nigdy nie byli w Polsce, nasz kraj kojarzy się z biedą, zimnem i szarością. Ci którzy odwiedzili Polskę są w szoku, jaki to jest nowoczesny i czysty kraj a ludzie gościnni.

A te wszystkie polskie modelki, projektanci, którzy robią we Włoszech karierę…

Pracowitość, kreatywność i przedsiębiorczość też kobiet. Polki mają więcej tych cech niż Włoszki.

Modelki, projektanci to garstka ludzi. Większość to są normalni ludzie, których widać na ulicach.

Twoi znajomi to przede wszystkim Włosi ze względu na męża czy Polacy?

Pół na pół. Jakoś nie udało mi się zawiązać wielkich włoskich przyjaźni. Tutaj nie ma czegoś takiego, że się wychodzi z koleżanką na piwo czy kubeł kawy i pogaduchy. A przy szybkim espresso na stojąco jakoś nie udaje się toczyć głębokich rozmów.

Miałam znajomych włoskich z pracy, z kursów i ostatnio ze szkoły rodzenia, ale to na pewno nie są przyjaźnie.

Albo coś po prostu ze mną nie tak (śmiech)

Pewnie inna mentalność robi swoje. My jesteśmy przyzwyczajeni do wolniejszego tempa. Widzisz jakieś różnice w wychowaniu?

Nie narzekam, mam grupkę znajomych polek a głębsze rozmowy to na Skypie, czy jak jestem w Polsce.

Dzieci są rozpieszczone, ale to pewnie wynika z faktu, że Włosi w późnym wieku zaczynają zakładać rodzinę.

Chociaż mam wrażenie, że młodzież jest tutaj lepiej wychowana. Nie boje się wsiąść do autobusu pełnego gimnazjalistów, a w Polsce chyba bym miała pewne obiekcje.

Podoba mi się to, że od najmłodszych lat zabierają dzieci do restauracji i uczą obycia. Chociaż jestem przeciwna zabierania małych dzieci wieczorem do restauracji.

A coś chciałabyś żeby twoja córka miała włoskiego a co polskiego? Jakie cechy?

Włoską pewność siebie. Chciałabym, żeby miała świadomość, że jest w połowie Polką, żeby była z tego dumna. To chyba najważniejsze.

Już ustaliłyśmy, że włoską mammą nie jesteś. A matką Polką?

Matką Polką udręczającą się też raczej nie. Nie wszystko musi być idealne i ważne jest moje zdrowie psychiczne.

Ostatnio mała noc spędziła po raz pierwszy u dziadków a my na imprezie. Super sprawa. Dziadkowie w siódmym niebie a my się oderwaliśmy!

Oj tak, czasem potrzeba takiej odskoczni, oderwania, odpoczynku. My idziemy na wesele do znajomych (śmiech)

Oooo, bardzo chętnie bym poszła na polskie wesele! Włoskie nie są tak fajne, dużo się je i nie ma baletów.

 

About author

Karolina Jaskólska

Jestem młodą mamą, choć znam młodsze. Zostałam nią w wieku 26 lat, ale jako że starość zaczyna się po 99. roku życia mogę się za młodą mamę uważać. Mam cudownego syna i córkę, którzy są dla mnie całym światem. Z zawodu dziennikarka z wykształcenia medioznawczyni. Bardzo lubię to co robię, więc trudno całkowicie zerwać z pracą. Staram się jak tylko mogę chociażby ‘coś skrobnąć’. Żeby oddychać potrzebuję: najbliższych sobie osób, marzeń (które powoli spełniam), celu (który łączy się ze spełnieniem marzeń) i czystego powietrza (którego coraz mniej…) Życzę sobie i czytelnikom przyjemnego spędzania czasu. Mam nadzieję, że nie raz się spotkamy wirtualnie bądź w rzeczywistości.

5 comments

  1. Maciej 12 maja, 2016 at 21:00 Odpowiedz

    Bardzo fajny wywiad! Znam bohaterkę z rodzinnego miasta. Bardzo ciekawe spostrzeżenia na temat przyjaźni z włochami. Sam mieszkam teraz w Niemczech i mam bardzo podobne doświadczenia. Masa „znajomych” ale nie ma z kim tak naprawdę pogadać.

Post a new comment