Podbijamy Berlin!

0
 
 
Majówka. Upragnione przez wszystkich pracujących wolne, kiedy to często następują  migracje. W te kilka dni można spotkać się z rodziną mieszkającą na drugim końcu Polski. Tym razem nie my wyruszyliśmy w podróż, a to do nas przyjechano. Jednak, żeby nie było zbyt statycznie, zabraliśmy naszych gości do stolicy tuż za rogiem – Berlina. Na samą myśl nie mogliśmy doczekać się tej wycieczki! My byliśmy już kilka razy w niemieckim mieście stołecznym, Maciek – mój wujek (choć wiekowo bliżej nam do kuzynostwa) też. Szymek miał zaliczyć to miasto po raz drugi, a Ala, Teoś (syn Ali i Maćka) oraz Kasia po raz pierwszy.
 
 
Nasz Groszek w Berlinie debiutował mniej więcej rok wcześniej. Był to czerwiec i Młody miał pół roku. Niewiele oczywiście z tej wycieczki pamięta. Tym razem mogliśmy zaplanować i dla niego jakieś małe atrakcje. W końcu więcej rzeczy potrafi go zaciekawić, w większą ilość miejsc sam wejdzie (powinnam napisać pobiegnie) i my dzięki niemu więcej miejsc możemy zauważyć. Bo perspektywa dziecka niesamowicie różni się od tej dorosłego człowieka. Naturalnie cała podróż zaplanowana była przede wszystkim z myślą o najmłodszych. Wiedzieliśmy że nie będziemy mogli szybkim tempem zobaczyć wszystkiego co chcemy, a i częste przystanki nie tylko na odpoczynek nie będą nam obce.
 
Pierwszą atrakcją miał być pociąg. Jak się pokazało nie tylko dla chłopców. Spodziewaliśmy się natężenia turystów zmierzających w kierunku Berlina, ale ich ilość przeszła nasze najśmielsze oczekiwania. Właśnie, dlaczego pociąg? Istnieje taka przyjemna wersja biletu dla pięciu dorosłych osób. Wlicza się w niego także dowolną liczbę dzieci do lat sześciu. Co więcej podróżują one za darmo. Dodatkowo można dzięki niemu poruszać się komunikacją miejską (wszystkie S-Bahn’y) po niemieckiej stolicy oraz regionie. To nie koniec – jest też biletem dobowym w szczecińskiej komunikacji miejskiej. Bilet Brandenburgia-Berlin, bo tak się nazywa, ważny jest jeden dzień. Kosztuje 31 euro. Pociąg do Berlina wyrusza z Dworca Szczecin Główny. Po przesiadce w Angermünde i około dwóch godzinach wyczekiwania jesteśmy na miejscu. W tym miejscu istotna uwaga: jeśli internet pokazuje Wam, że podróż potrwa od sześciu do dziewięciu godzin, to znak, że wybraliście złą stację docelową. Musicie pamiętać, by celem waszej podróży był Berlin Hbf (tief) – słowem dolny poziom głównej berlińskiej stacji kolejowej.
 
Dworzec sam w sobie robi spore wrażenie. Sklepy, restauracje, kilka pięter w dół i w górę, a na każdym jakiś środek transportu – zgubić się można. Na szczęście, którym wyjściem się nie wyjdzie, zawsze trafimy na coś ciekawego. My ruszyliśmy w stronę Bundestagu. To najczęstszy kierunek, jaki obierają turyści.
 
 
 
Cyk, cyk, cyk – kilka zdjęć przed majestatycznym Reichstagiem, przejście przez imponującą kolejkę ustawioną w celu wejścia i zwiedzenia kopuły budynku i jesteśmy w alejce prowadzącej prosto do Bramy Brandenburskiej oraz Placu Paryskiego. Tu mały przystanek. Nie, nie tylko na zrobienie pamiątkowych fotografii, ale na zjedzenie przesłodkich pączków w pobliskiej kawiarni i wypiciu kawy pod Bramą. Jak lans to lans. Na środku miejsca turystycznych spotkań tak jak i tym razem można trafić na przeróżne atrakcje. My mogliśmy podziwiać wystawę koni, a raczej metalowych (chyba) podobizn koni w przeróżnych odsłonach. Od takich „pełnych” czterokopytnych, po same szkielety i ledwo przypominające zwierzę postacie. Dodatkowo pełno jest dorożek, ofert przewozów rowerowych czy kolorowych samochodów wypełnionych misiami, pluszakami rozpoznawalnymi dla maluchów.
 
Najedzeni i napici (kawą oczywiście!) ruszamy dalej w podróż po Berlinie. Następny punkt – Pomnik Ofiar Holokaustu pomysłu Amerykanina Petera Eisenmana, który został odsłonięty w 2005 roku. Jest to wielki labirynt stworzony z ciemnych, mniejszych i większych betonowych bloków. Autor chciał tym sposobem zmusić zwiedzającego do zadumy, spowodować uczucie zagubienia. Nam udało się skutecznie rozdzielić, a w konsekwencji trochę poszukać się nawzajem. Wiele osób miejsce to potraktowało dość „praktycznie” ucinając sobie drzemkę, robiąc pikniki czy po prostu skacząc po kamiennych blokach. Tym samym przysporzyli panu ochroniarzowi trochę pracy, gdyż ten musiał – co zrozumiałe, każdego pomnikowego biegacza z osobna upominać. Prócz walorów historycznych to całkiem atrakcyjny punkt na mapie dziecięcego zwiedzania miasta. Nie jest to zwyczajny monument mało kuszący maluchy. Podczas zabawy i spaceru pomiędzy 2711 prostopadłościanami, można opowiedzieć dziecku o co w tym wszystkim chodzi.
 
 
 
Nieopodal, dokładnie idąc prosto (wręcz za tłumem), znajduje się Potsdamer Platz. Na nim fragment Muru Berlińskiego oraz Sony Center, czyli kompleks budynków wykonanych przez firmę Sony, których architektem jest Helmut Jahn. Pod imponującą kopułą znajdują się między innymi sklepy, restauracje, hotel, muzeum, centra konferencyjne, Kino CineStar oraz IMAX. Jak powiadają, jedną z inspiracji projektanta była japońska góra Fuji. Jeżeli spacerowanie wewnątrz nowoczesnego miejsca nie sprawi dziecku radości, zawsze można skorzystać z usług lodziarni czy kawiarni albo walorów fontanny. Do tego ciekawe muzea dla starszaków. Jeżeli nadal to nie przekona naszej pociechy do tego punktu naszej wycieczki, tuż za rogiem, ale nadal w kompleksie Sony Center znajduje się sklep Lego. Przed nim wielka klockowa żyrafa. Sprawdzone – działa na młodych chłopców, których nogi powoli zaczynają boleć.

 

 
 
Idąc kawałek dalej, znajduje się Checkpoint Charlie. Dawniej przejście graniczne między NRD a Berlinem Zachodnim. Dziś obowiązkowy punkt na liście turystów. Naprzeciwko tego miejsca ustawiono kilka części Muru Berlińskiego. Każdy kawałek tej historycznej pozostałości został ciekawie ozdobiony. Idąc natomiast ulicą Zimmerstrasse trafimy na większa część muru i na wystawę fotografii z czasów zimnej wojny z krótkimi opisami. To dobra zachęta na zapoznanie się z historią, coś dla większych pociech. Będąc bezpośrednio przy Checkpoincie prócz możliwości zwiedzenia Muzeum Muru Berlińskiego oraz zrobienia sobie zdjęcia na tle punktu kontroli granicznej w towarzystwie panów przebranych za żołnierzy, możemy zaopatrzyć się w odcisk pieczątki kontroli granicznej z wybranej przez siebie strefy okupacyjnej. Zawsze to jakaś pamiątka dla malucha. Dodatkowo blisko znajduje się Muzeum Samochodowe, atrakcja dla wszystkich młodych fanów motoryzacji.
 
Warto zatrzymać się również na małą przekąskę. Dla wybrednych polecam pobliskie restauracje, chętnych do poznawania lokalnych przysmaków zapraszam na wursty. Niewtajemniczonym wyjaśniam, że są to przyrządzone na różne sposoby kiełbasy, niemieckie kiełbasy. Z serem, z curry, z sosem, itd., itd. W zwiedzanej przez nas stolicy smakują jak nigdzie indziej! Jeżeli nie skusimy się na opcję mięsa na patyku bądź tacce to zawsze pozostaje nam kebab. Druga z potraw kojarząca się z Berlinem. Najlepsze podawane są w Tureckiej dzielnicy. Bez obaw, dziecko w wieku naszego Groszka też może to zjeść. Mięso jest dobrej jakości, a przypraw nie ma zbyt wiele. Ostre, wysuszone papryczki możemy dołożyć sobie sami, więc wersja podstawowa nie będzie dla dziecka zbyt pikantna  Nasz Młody poczęstował się wspomnianymi smakołykami, zagryzł bułą i czuł się bez zarzutów. Z wurstem woleliśmy nie ryzykować. Jednak biorąc oba dania musimy mieć na uwadze, że są to duże porcje i albo się przesycimy albo będziemy mieli kolejne jedzenie jako wałówkę.
 

 

 
 
Jeżeli jednak nie uda nam się powstrzymać od skosztowania całości to polecam podjechać komunikacją miejską na Alexanderplatz. Mając wspomniany przeze mnie bilet Brandenburgia-Berlin jest to miły sposób na darmowe (choć w cenie biletu pociągowego) zwiedzenie części miasta i mały odpoczynek.
 
Na samym placu zobaczymy między innymi Fernsehturm – wieżę telewizyjną, Weltzeituhr, czyli zegar pokazujący aktualny czas w 24 strefach czasowych świata, Czerwony Ratusz, Fontannę Neptuna, berliński Kościół Mariacki, AquaDom – największe akwarium świata. Do tego dla fanów spędzania czasu na zakupach nie lada gratką powinna być możliwość „zwiedzania” sklepów, butików i wszelakich innych tego typu miejsc. Dzieci w tym czasie mogą pobawić się na małym placu zabaw, pochodzić między strugami wody ustawionych tam fontann czy powspinać się po elementach postawionych tam budynków (na przykład tych przy wieży telewizyjnej).
 

 

Zdjęcie z poprzedniej naszej wyprawy. Tej budowy w tle już nie ma. 
Wychodząc z samego placu w kierunku (mniej więcej) Bramy Brandenburskiej trafimy na cudowną ewangelicką Katedrę. Berliner Dom została zbudowana w latach 1894-1905 według planów architekta Juliusa Carla Raschdorffa z Pszczyny. Całość zrobiona jest w stylu późnego, włoskiego renesansu. Doskonałe miejsce na kolejną kawę i mały odpoczynek. Szczególnie, że w podziemiach katedry mamy do dyspozycji kawiarnię (podają prawdopodobnie najsmaczniejszą kawę w Berlinie) i sklep z pamiątkami. Ponadto przed kościołem rozciąga się spory park. Żeby nie było tak cudownie, muszę niestety dodać, że minusem jaki rzucił mi się w oczy w stolicy Niemiec jest to, iż każda toaleta jest płatna. Nie ważne czy korzystamy z publicznej, czy restauracyjnej. Mając paragon tak czy siak musimy dołożyć do lokalowej skarbonki średnio jedno euro.
 
 
 
Wracając już na dworzec możemy wybrać dwie trasy. Jedna prowadzi przez Unter den Linden, czyli główną ulicę Berlina ozdobioną pięknymi lipami. Mijając przeróżnej maści sklepy, również atrakcyjne dla naszych pociech oraz między innymi  Pałac Wilhelma I, Pomnik Fryderyka Wielkiego, Hotel Adlon, Katedrę Świętej Jadwigi, kilka ambasad, Operę Państwową, Opernpalais, Kronprinzenpalais i Uniwersytet Humboldtów trafimy pod Bramę Brandenburską skąd mamy rzut beretem do dworca. Wybierając drugą wersję, czyli spacer przy rzece Szprewie, dotarcie do miejsca odjazdu naszego pociągu zajmie nam nieco więcej czasu, ale zawsze część drogi można przejechać koleją miejską (S-Bahn) i skutecznie nadrobić kilka cennych minut. Przy tym wyborze poczuć możemy niesamowity klimat miasta. Muzycy dający koncerty, przedstawienia, happeningi, kramy ze starociami, leżaki z przyrzecznych knajp, spacerujący w każdą stronę mieszkańcy i turyści, gwar, radość… mogę tak długo! Nie ma co ukrywać, że idzie się na chwilę zatracić.
 

 

Mimo całego dnia spędzonego w Berlinie do zobaczenia pozostało nam jeszcze wiele miejsc. A to, co odkryliśmy tym razem, jest jedynie niewielką cząstka tego, co oferuje miasto. Dla dzieci stolica Niemiec proponuje prócz rodzinnych spacerów, wycieczki z jakąś historią w tle. Przykładowo, maluch może stać się na chwilę detektywem tropiącym złodzieja. Oczywiście po wniesieniu odpowiedniej opłaty. Jednak sam rodzic może popisać się kreatywnością i przed wyjazdem wymyślić podobną „bajkę”. Atutem miasta jest tak samo Kreuzberg, gdzie  mieści się małe zoo. Warto wspomnieć o opuszczonym parku rozrywki Spreepark w dzielnicy Treptow. Chęć odwiedzenia tego miejsca trzeba jednak wcześniej zgłosić. Zależnie od pory roku natrafić można na rozmaite atrakcje. Latem liczne imprezy na świeżym powietrzu np. dziecięcy Karnawał Kultur, Maraton dziecięcy, międzynarodowy festiwal teatrów ulicznych Berlin się śmieje (Berlin lacht!). Zimą natomiast Berlińskie Dni Bajki (Berliner Märchentage) oraz Targi Bożonarodzeniowe.
 
Nie ma co długo zastanawiać się nad odwiedzeniem Berlina. Każdy powód, każda pora dnia i roku jest dobra do kolejnej podróży z dzieckiem. Jeżeli nie będziecie mieli pełnej piątki osób do biletu, bądź nie będziecie chcieli jechać sami za zachodnią granicę – dajcie znać, my skusimy się na kolejny spacer po tej cudownej metropolii.
Więcej informacji na temat atrakcji miasta można znaleźć na: http://www.visitberlin.de/pl

 

 

About author

No comments

Ogniska czar

Ognisko kojarzy się z ciepłem, zapachem palonego drewna, spotkaniami, przygodą, siedzeniem pod gwiazdami…..oj mogę tak długo. Watra to jedno z moich ulubionych wspomnień z dzieciństwa. ...