Po prostu Meksyk!

5

Z cyklu Matka Polka na obczyźnie

Zastanawiałam się jak zacząć wywiad, dla mnie bardzo wyjątkowy. Chociażby dlatego, że to pierwszy z mamą Polką z innego kontynentu. Poznałyśmy się przez internet kilka tygodni temu, a czuję jakbyśmy znały się kupę lat! Olga to bez dwóch zdań ciepła, sympatyczna i otwarta osoba. Mam nadzieję, że po przeczytaniu tej rozmowy też tak stwierdzicie!

IMG_5764

 

Krótko o rodzinie Put, napisane przez Olgę:

Mama: Olga Put (odkąd tutaj jestem Olga Barbara Put, bo drugie imię w dokumentach, jest tutaj używane oficjalnie zawsze, nawet nauczyłam się reagować na Barbara… Nie wiem czemu, ale we wszystkich urzędach preferują zwracanie się do mnie tym imieniem.)

Tata: Luis Fernando Domínguez Mora

Córa starsza: Sol Domínguez Put – 2 lata i 3 miesiące (ur. 01.02.2014)

Córa młodsza: Katarzyna Domínguez Put – 8 miesięcy (ur. 03.09.2015)

 

Karolina Jaskólska

Jak to się stało że znalazłaś się w Meksyku?

Olga Put

Tak w skrócie, to przez męża… Poznaliśmy się w 2006 w Hiszpanii, w Madrycie na studiach pomagisterskich i na późniejszym doktoracie. W czerwcu 2010 byłam już w Meksyku intensywnie szukając pracy. W tym samym roku pracowałam na dwóch uniwersytetach i w szkole prywatnej.

Gdzie dokładnie mieszkacie?

Mieszkamy w Puerto Vallarta, kurortowej miejscowości. Numer jeden na liście bogatych emerytów. Przepiękna zatoka nad Pacyfikiem, otoczona górami ze strony lądu. Kiedyś była to wioska rybacka, potem punkt portowy, do którego zwożono srebro z pobliskich kopalń, a teraz jedno z ulubionych miejsc wypoczynkowych w Meksyku.

Podróż, z tego co wyczytałam na Twoim blogu, trwa nawet dwa dni! No właśnie, prowadzisz stronę internetową https://malepolkiwmeksyku.wordpress.com, którą oczywiście polecam. Wracając jednak do tematu – jak do Was dotrzeć?

No tak, blisko nie jest. Generalnie nie obejdzie się bez przesiadek, zazwyczaj dwóch. My zawsze latamy najpierw do stolicy, stamtąd do Niemiec i potem do Krakowa, gdzie mam rodzinę. Można też latać przez Francję, Hiszpanię, etc, ale ja uwielbiam niemieckie lotniska i Lufthansę (nie płacą mi za reklamę :-)). Można też przez Stany, ale to staje się coraz bardziej uciążliwe przez ich zaostrzone przepisy bezpieczeństwa. Osobiście na przykład, trzeba wyciągnąć walizki na lotnisku transferowym, prześwietlić je znowu i wrzucić na kolejną taśmę. Latając z małymi dziećmi, nie mam ochoty na żadne dodatkowe utrudnienia, nawet za cenę niższego biletu…

Z dobrych wiadomości to taka, że tej zimy mają być bezpośrednie loty czarterowe z Warszawy do nas. Będę namawiać całą rodzinę i znajomych na przyjazd. Takie imprezy wychodzą dużo taniej niż normalne loty. Nie pytaj mnie dlaczego, bo nie mam pojęcia, a zazwyczaj nie są powtarzane w następnym roku. Teraz wiem, że biura podróży w Polsce szukają nowych celów wycieczkowych w związku z kryzysem lotów np do Egiptu, Turcji, etc., i padło na nas. Trzeba łapać okazję.

A jak przeprowadziłaś się do Meksyku, coś rzuciło Ci się w oczy? Takie pierwsze wrażenie.

Ha! No ja już nie pamiętam… Właśnie ostatnio miałam taką refleksję, jak byli u mnie rodzice, którzy zwracali uwagę na wiele rzeczy, które teraz wydają mi się najzupełniej normalne. Jak na przykład wożenie całych rodzin na tzw. pace, lub dzieci do przedszkola na motorze bez kasku. (śmiech)

Ale widzisz jakieś plusy i minusy mieszkania tam?

Dużo rzeczy jest równocześnie plusem i minusem. Jak na przykład pogoda. Znajomi w Polsce z zazdrością oglądają moje zdjęcia z plaży zamieszczane w sieci od około października do kwietnia. I nikt nie wie, że w zeszłym tygodniu, jak wyszłam z domu i zobaczyłam jak było pochmurno i zbierało się na deszcz, pomyślałam entuzjastycznie: Jaki piękny dzień! Od maja do października jest tutaj niemiłosiernie gorąco i niemiłosiernie wilgotno, wilgotność może osiągnąć ponad 90%, i naprawdę nie można nigdzie wyjść z dziećmi, chyba że do centrum handlowego z klimatyzacją… Nawet deszcze, bo to pora deszczowa, sprawy nie polepszają, a pod koniec tego okresu nawet pogarszają. Czasem też człowieka tak po prostu męczy taka wiecznie “uśmiechnięta” pogoda, jak masz chandrę, doła, lub chcesz sobie ponarzekać tak po polsku.

Kolejną rzeczą jest jedzenie, przepyszne. W wielu miejscach byłam i uważam, że kuchnia meksykańska jest najlepsza na świecie. I do polski niestety dociera w większości jej zamerykanizowana wersja, która niewiele ma wspólnego z oryginałem. Tacos mogłabym jeść na okrągło i tutaj też na nowo odkryłam cebulę… Mięso, zwłaszcza wołowe też jest tutaj lepsze. Minusy takie, że ponieważ wszyscy się tu zajadają tortillami, to dobrego chleba nie uświadczysz. Wędliny też zupełnie inaczej smakują a jabłka i gruszki są bez smaku. Mam za to wiele przepysznych owoców, które w Polsce smakują “kartonowo”. No i żywność tutaj jest generalnie droższa niż w Polsce…

379714_10152516444030510_1638779826_n

Jest coś takiego, polskiego co wnosisz do domu?

Przede wszystkim język, w którym mówię do dzieci, książki polskie na półkach, no i przemycam moją kuchnię polską, choć mąż należy do osobników ciężkich do reformowania jeśli chodzi o smaki. Ale pierogi uwielbia!

Miałam pytać właśnie w jakim języku mówicie do córeczek?

Ja mówię po polsku, Luis po hiszpańsku, w szkole do Sol mówią po angielsku. Mimo iż wiem, że wielojęzyczność teoretycznie nie wpływa na opóźnienie w mowie, widzę że ma to jakiś wpływ na Sol. Rozumie w trzech językach, ale w mówieniu miesza wszystkie. Niektóre słowa uparcie wymawia w jednym języku i śmieje się przekornie. Choć w jej szaleństwie jest metoda, wybiera zawsze najkrótszy wyraz. „Pszczoła” to „bee” a nie „abeja”, „balonik” to „bobo” (globo), a nie „balooon”, Kasia zawsze „pi” (śpi) a nie „duerme” ani nie „is sleeping”. „Apple” zamiast „Jabłka” lub „manzana”; „pan”: zamiast „chleba” i „bread”. I nie ma zmiłuj się. Uparta jest bestia potwornie i nie będzie powtarzać inaczej. Choć niektóre rzeczy mówi inaczej do mnie, a inaczej do Luisa. Pewnie powoli będzie się to wszystko klarować.

(śmiech) Jak Twoje córki odbierają Polskę?

Na razie są małe, więc ten odbiór jest jeszcze nieświadomy. Sol na słowo Polska, mówi “Baba? Dziadzia?”, więc przynajmniej nazwę kojarzy. Była w Polsce jak miała niewiele ponad rok, nic nie pamięta, a Kasia jeszcze mniej, bo dopiero w połowie ciąży z nią byłam. Mam jednak nadzieję, że kiedyś będą dumne ze swoich korzeni i pozytywnie nastawione do wszystkiego co polskie. Z jednej strony żałuję, że nie ma tu innych Polaków, ale też wiem, że w innych krajach, gdzie emigracja z Polski jest bardziej widoczna, Polacy i polskość mogą nie być odbierani entuzjastycznie, a tutaj nikt nie ma uprzedzeń, ani złych skojarzeń i jesteśmy odbierani jako ciekawa egzotyka.

Czyli co, jakie dalsze plany? Chcesz wrócić do Polski?

W najbliższej przyszłości na pewno nie… Właśnie kupujemy dom, do którego przeniesiemy się za miesiąc i kredyt trzeba spłacić… Marzy nam się, żeby córki studiowały w Polsce (tutaj studia są niemiłosiernie drogie) i rozważamy opcję przeniesienia się tam, lub gdzieś do Europy za jakieś 15 lat. Śmiejemy się, że jak byśmy jakimś cudem mieli dużo pieniędzy to na emeryturze osiedlimy się w Lizbonie, którą oboje uważamy za najpiękniejsze europejskie miasto. Ale nigdy nic nie wiadomo, nauczyłam się już nie robić dalekosiężnych planów. Meksykańskie peso niestety traci ostatnio strasznie w stosunku do dolara i boimy się, że niedługo nie będzie nas stać na bilety lotnicze. Zanim trafiła nam się okazja kupna domu, rozważaliśmy wyjazd do Australii lub Kanady. Nie zamykamy tej ścieżki, ale teraz musiałaby to być jakaś wyjątkowo dobra oferta.

A może z tych planów zdradzisz mi chociaż co chciałabyś jeszcze osiągnąć?

Chciałabym nauczyć się jeszcze francuskiego i chińskiego i obronić doktorat, który zawiesiłam przeprowadzając się do Meksyku.

1555584_657053967664600_982236964_n

No dobra, ale czy Meksykanie cokolwiek wiedzą o Polsce?

Jak ktoś się dowiaduje, że jestem z Polski, to od razu wspomina Jana Pawła II-go, bardzo tutaj lubianego. W pewnych kołach, mówią o Kapuścińskim, rzadziej o Wałęsie. Wielu słyszało o Oświęcimiu i to by było na tyle. Promuję Polskę i polską kulturę, jak mogę. Zanim urodziły się córki, prowadziliśmy program radiowy “Bajo los efectos del Arte” (Pod wpływem Sztuki) i często przemycałam polską poezję, muzykę i mówiłam o polskich pisarzach i artystach. Teraz pozostają mi lekcje i publikacje na Fejsbuku (śmiech). W każdym razie, w moim otoczeniu wszyscy są teraz bardziej wyczuleni na słowo “Polska” i przylatują z każdą rzeczą, którą gdzieś usłyszą.

Jest coś, prócz rodziny, czego Ci brakuje?

Jedzenia, polskiego absurdalnego humoru z kabaretów i reklam choćby. Śniegu, dni pochmurnych, kawiarni krakowskich, choć pewnie i tak nie miałabym czasu do nich teraz chodzić, życia kulturalnego, pewnych tematów rozmów…

A czujesz, że Meksyk to Twój dom?

Tak. Choć tęsknię bardzo za Polską. Jednak, gdy jestem w Polsce tęsknię za Meksykiem, za słońcem, za jedzeniem, za swoim łóżkiem… Tak już żyję między dwoma krajami i pewnie zawsze, będzie mi tego drugiego brakować do pełni szczęścia. Błogosławieństwo, lub przekleństwo, jak kto woli. Z jednej strony jestem bogatsza o drugą kulturę, doświadczenia, z drugiej coś mi tam zawsze umyka, nie jestem na bieżąco w tym drugim miejscu, drugie życie płynie beze mnie….

Jak już wspomniałaś kulturę, jakie są różnice kulturowe?

Cóż, może tak stereotypowo, ale podział ról w rodzinie jest tu wciąż bardzo tradycyjny. Kobiety zajmują się domem i dziećmi, gdy pracują i gdy nie pracują. Równocześnie, tak mi się jakoś wydaje, choć może to być sprzeczne z poprzednim zdaniem, że meksykańscy tatusiowie więcej się ze swoimi dziećmi bawią. Im większy status społeczny, tym mniejszy procent kobiet pracuje, bo nie muszą, więc nie chcą… Wolą siedzieć w domu z dziećmi, choć to ,,z dziećmi” też nie zawsze jest prawdą, bo od tego są nianie, a domem zajmują się pomoce domowe.

I też może taka banalna obserwacja, 99% dziewczynek, dziewczyn, kobiet ma długie włosy… Moja Sol ma takie za uszy i w przedszkolu na siłę czeszą ją w przeróżne mini warkoczyki w dziesięciu kombinacjach. Mój mąż też niby lubi “europejską oryginalność”, ale krzywi się na moje wzmianki o skrócenie fryzury. Kończy się tak, że drastyczne zmiany robię u stałego fryzjera w Krakowie, co jakieś dwa lata…

Ojejku! A coś jeszcze Cię zaskakuje w życiu w Meksyku?

Teraz to już niewiele, ale pamiętam jak na początku zaskakiwała mnie ogromna „pomoc” ze strony państwa dla obywateli. Leki przepisane przez państwowego lekarza są zawsze darmowe, nawet jeśli kosztują majątek. Gdy moja teściowa chorowała, dostawaliśmy wszystko, od plasterków i nożyczek do bandaży, na morfinie kończąc.

Tak samo podręczniki w szkołach państwowych są za darmo; mundurki, plecaki i przybory szkolne…

Moich znajomych ostatnio zaskoczyły drogi i autostrady, które też w ogromnej większości są rewelacyjnej jakości.

1939493_676450259058304_2131493116_n

No to jak wygląda takie zwykłe życie w Meksyku?

To zależy. Jak w każdym kraju, zależy od tego gdzie mieszkasz, od statusu materialnego, etc. Mogę opowiedzieć, jak to wygląda w naszym przypadku. “Życie klasy średniej na plaży” (śmiech).
Oboje jesteśmy obecnie nauczycielami w bardzo dobrej prywatnej szkole. Ja jestem dyrektorką wydziału językowego, mąż jest odpowiedzialny za język hiszpański, i oprócz tego jest dziennikarzem piszącym dla meksykańskich i międzynarodowych mediów. Pracujemy od 7:15 do 15:15, popołudnia spędzamy z dziewczynkami. Mieszkamy 5 minut od pracy (piechotą), 5 minut od najbliższej plaży autem. Mamy dwa duże psy, labradora i wyżła weimarskiego i 2 koty. Rano zostawiamy Kasię w żłobku, Sol w oddziale przed-przedszkolnym w naszej pracy, odbieramy je zaraz po szkole. W pracy odgrzewamy obiad przygotowany noc wcześniej i w weekendy czasem jemy tacos “na ulicy”. Przed narodzinami Kasi chodziliśmy często na plaże, teraz ciut rzadziej, łatwiej dziewczynki ogarnąć w klubach plażowych z basenem.

Generalnie w Puerto Vallarta żyje się bardzo spokojnie, to bardzo bezpieczne i urokliwe miejsce, idealne do wychowywania dzieci. Bez stresu wielkiego miasta i bez korków. Wszystko jest blisko, kontakt z naturą zapewniony. Brak tylko czasem wielkich muzeów, teatrów, i innych rozrywek kulturalnych.

Rodzice, dwie córki, dwa psy i dwa koty. Cudownie! Powiesz mi coś więcej jak wygląda wychowanie dzieci?

Chyba bardziej bezstresowo. Dzieciom tu dużo więcej wolno. Raczkują po centrach handlowych, restauracjach, barach i generalnie chodzą spać późno. Szkoły prywatne uważane są za lepsze i jak kogoś tylko stać, to do takiej wysyła, a najlepsze kosztują majątek… Moje dziewczynki są jeszcze małe, ale po znajomych widzę, że w większości rodzin tata pracuje, a mama odpowiedzialna jest za wożenie dzieci do szkoły i na popołudniowe zajęcia (komunikacja miejska nie jest tu najlepsza i raczej od klasy średniej wzwyż mało kto z niej korzysta). Weekendy zaś są bardzo rodzinne i generalnie “święte”. Wszyscy mocno protestują, jeśli chcemy zorganizować coś w szkole, co zajęłoby weekendowy czas. Też mam wrażenie, że dzieci tu wcześniej traktowane są jak dorosłe osoby. W wieku 15 lat, hucznie obchodzi się urodziny. Taka niby nasza 18-stka w połączeniu z wprowadzeniem na salony. Jest albo ogromny bal, albo jakaś wypasiona podróż, zazwyczaj na Stary Kontynent. 16-latki prowadzą własne auta i spędzają noce od czwartku do soboty w dyskotekach do rana. Ale może w Polsce taż tak teraz jest… Wyjechałam w 2005 roku i nie wiem, jakie zmiany zaszły w tym zakresie.

To w tym wszystkim, co chciałabyś przekazać swoim córkom?

Chciałabym by czuły się Polkami, by posługiwały się biegle naszym językiem i chciałabym też im przekazać miłość do książek. Mąż też jest molem książkowym, więc mamy szanse, że nam się uda. Choć kto to wie…

nenas

Jacy są Meksykanie?

Radośni, głośni, gościnni, choć czasem powierzchowni w relacjach według naszych polskich standardów, choć jest to oczywiście krzywdzące dla niektórych uogólnienie. W zasadzie podobni do nas w wielu sprawach… Może dlatego tak dobrze się tu czuję, lepiej niż w Hiszpanii, gdzie mieszkałam przez 5 lat.

A dużo podróżujecie?

To zależy od punktu widzenia, choć na pewno wcześniej podróżowaliśmy częściej. Staram się co dwa lata latać do Polski i jest to niestety coraz większy wydatek. Dzieci do lat dwóch płacą tylko podatki za bilet lotniczy, ale potem do lat 12 jest to już spora część biletu normalnego, inna w zależności od linii lotniczych. Lufthansa np. oferuje 40% zniżki. Następny lot za ocean będzie w przyszłe wakacje, żeby zdążyć przed drugimi urodzinami Kasi.

Podróżujemy też po Meksyku. Co roku rodzina ze strony teściowej organizuje Boże Narodzenie w innej części kraju, a Nowy Rok spędzamy z rodziną teścia też w różnych miejscach, więc jeśli tylko nic nam nie stoi na przeszkodzie, jest to okazja do ruszenia się z domu. Szkoła też nas wysyła na różne rzeczy, za miesiąc na przykład lecę do Kanady z uczniami na 10 dni.

No nie! To się nazywa wycieczka szkolna! Kim chciałaś być, jak byłaś mała?

Z tego co pamiętam, to najpierw chciałam być policjantką, potem pracować w bibliotece i czytać w pracy non-stop, a potem chciałam być nauczycielką. To ostatnie mi się spełniło! Tylko ten Meksyk nie pojawiał się nawet w najśmielszych marzeniach.

bautizo s ol

A założyłaś swoją stronę, bo…?

Bo czułam, że moja rodzina nie ma wystarczającego kontaktu z dziewczynkami, nie mówiąc o znajomych. Rodzice jeszcze jako tako, bo rozmawiamy co tydzień, ale to i tak nie to samo. A nie mam czasu na pisanie wszystkim z osobna, co się u nas dzieje. Poza tym, kiedyś będzie to dla nich pamiątka. I na dodatek po Polsku!

Jesteś matką Polką?

A kim jest matka Polka? 😉

No i na koniec, powiedz nam coś, czego nie wiemy?

Wy nie wiecie a ja wiem! (śmiech) W domu gdzie są koty, jest więcej skorpionów. Bo koty zjadają jaszczurki, które zjadają skorpiony. W poprzednim domu, w którym mieszkaliśmy z trzema naszymi kotami i paroma innymi na posesji, ukąszona zostałam trzy razy. Mimo iż był piękny, z ogromnym ogrodem, musieliśmy się wyprowadzić. Za duże ryzyko dla małych dzieci.

Tym miłym akcentem dziękuję Ci za rozmowę! No i mam nadzieję, że uda mi się uzbierać na bilet do Was. Zgodnie z obietnicą wpadnę w zamian za mówienie do Twoich cudnych córeczek po polsku. A uprzedzam, jestem gadułą! (śmiech)

IMG_0327

sol cumpleanera

playa

IMG_6237

IMG_5387

IMG_5103

IMG_1674

IMG_1131

IMG_0111

image

About author

Karolina Jaskólska

Jestem młodą mamą, choć znam młodsze. Zostałam nią w wieku 26 lat, ale jako że starość zaczyna się po 99. roku życia mogę się za młodą mamę uważać. Mam cudownego syna i córkę, którzy są dla mnie całym światem. Z zawodu dziennikarka z wykształcenia medioznawczyni. Bardzo lubię to co robię, więc trudno całkowicie zerwać z pracą. Staram się jak tylko mogę chociażby ‘coś skrobnąć’. Żeby oddychać potrzebuję: najbliższych sobie osób, marzeń (które powoli spełniam), celu (który łączy się ze spełnieniem marzeń) i czystego powietrza (którego coraz mniej…) Życzę sobie i czytelnikom przyjemnego spędzania czasu. Mam nadzieję, że nie raz się spotkamy wirtualnie bądź w rzeczywistości.

5 comments

    • Karolina Jaskólska 28 maja, 2016 at 19:57 Odpowiedz

      To ja bardzo, bardzo dziękuję! Świnka skarbonka poszła w ruch, więc misja „uzbierać kasę” rusza pełną parą!

  1. Paulina 30 maja, 2016 at 20:32 Odpowiedz

    Bardzo sympatyczny i ciekawy artykuł. Do bohaterki zajrzałam i mam zamiar przeczytać jej bloga, bo kilka pierwszych wpisów mnie wciągnęło 😉
    Pozdrawiam!

    • Karolina Jaskólska 30 maja, 2016 at 20:56 Odpowiedz

      Cudownie! Bardzo się cieszę!
      Olga to naprawdę baaardzooo ciepła i sympatyczna osoba. A z bloga można się dowiedzieć ciekawych rzeczy, jak to jest w tym Meksyku ☺

Post a new comment

Tata z powołania

Dziecko zmienia świat o 180 stopni. Sprawia, że człowiek nabiera nowych sił i nic nie jest w życiu ważniejsze od tego maleństwa. Rozmawia Karolina Jaskólska ...