Nielegalna imigrantka z indyjskiego serialu

1

Mówią o sobie „przeciętni Kowalscy, żyjący w niezwykły sposób”. Ich patentem na życie są podróże. Sylwia wraz z mężem odwiedziła mniej więcej czterdzieści państw. Ich córka przed pierwszymi urodzinami dziewięć. Okrągła dziesiątka wybiła dwa miesiące po roczku. O tym za co kochają Azję, dlaczego w Chinach wzbudzili niesamowitą ciekawość miejscowych i co to Airbnb – opowiada Sylwia Andralojc-Bodych, autorka strony Bodych Travellers

wp_20160813_20_28_53_rich_lix

Karolina: Opowiedz gdzie już byliście, a może łatwiej będzie powiedzieć gdzie jeszcze nie byliście? (śmiech)

Sylwia: Jeszcze w wielu miejscach nie byliśmy i mam nadzieję, że będziemy mogli w kolejnych latach realizować nasze podróżnicze marzenia, np. zwiedzić Wyspę Wielkanocną, Bhutan czy Nową Zelandię. Jakie zakątki świata udało nam się do tej pory odwiedzić? Trochę tego było w ostatnich 10 latach, bo tyle już razem podróżujemy. Zaczęliśmy od Azji: Chiny i Indie, potem była Ameryka Centralna, Meksyk i Stany Zjednoczone, ponownie Indie i Sri Lanka, Peru, Ekwador, Wyspy Galapagos. Ponownie Azja: Tajlandia, Kambodża, Wietnam. Nasza ostatnia duża wyprawa to Kanada. Między większymi wyprawami wypełniamy sobie czas wycieczkami po Europie. Przykładowo w kwietniu 2016 zwiedziliśmy Szwajcarię. Wspólnie odwiedziliśmy ok. 40 państw.

A gdzie byliście z córką?

Córka odwiedziła przed pierwszymi urodzinami 9 państw. Do Bułgarii, 10 kraju na liście naszej małej podróżniczki, pojechaliśmy dwa miesiące po jej imprezie urodzinowej. Jej pierwszą wycieczką był wyjazd w odwiedziny do dziadków w Polsce. Na pierwszy dłuższy wyjazd zabraliśmy ją na tydzień do Szwajcarii. Przejechała dzielnie ponad 3500 km. Na pierwszą długą wyprawę z córką wybraliśmy się do Kanady.

Podobno macie już w rękach trzy bilety na nowe wyprawy. Zdradzisz dokąd?

Dwie pierwsze wycieczki, to nie żadne wielkie wyprawy. W lutym lecimy do Rumunii, a później do Londynu na weekend. Trzecie miejsce jest trochę bardziej egzotyczne. Nasze dziecko nie było jeszcze w Azji, dlatego postanowiliśmy pojechać z nią do od dawna przez nas wymarzonego celu-Japonii. W sumie jeszcze nie mówiliśmy zbyt wielu osobom o naszych planach. Już widzę minę mojej Mamy, gdy to przeczyta. Tak Mamo, zabieramy Waszą ukochaną wnuczkę ze sobą .

Ależ zaszczyt! Pierwszy raz powiedziałaś o tym głośno i to u mnie! Czemu ciągnie Was aż tak do tej Azji, a nie na przykład do… Ameryki Centralnej?

Ciężko mi to wytłumaczyć. Powodów jest pewnie wiele. Każdy kraj Azji to zupełnie inny świat i nowa, bardzo egzotyczna przygoda. To ta część ziemi, gdzie nasze serce bije mocniej, a czasem ukazuje się na naszych twarzach nawet wielki znak zapytania. Być może ciągnie nas tak w tamtym kierunku, bo nasza pierwsza wspólna daleka podróż była właśnie do Azji – do Chin. Staramy się jednak zachować balans i jako cel wyprawy na przemian wybierać Azję i Ameryki. Amerykę Centralną zwiedziliśmy prawie całą z wyjątkiem Belize. Na pewno chcemy wrócić jeszcze raz do Panamy i Nikaragui.

Co najbardziej lubisz w podróżowaniu?

W relacji człowiek – podróż najbardziej lubię to, że mogę zaspokoić w ten sposób swoją ciekawość świata. Za fascynujące uważam fakt, że miejsca, o których uczyłam się na geografii czy budowle, o których słyszałam na lekcjach historii – kiedyś dla mnie tak odległe i wręcz egzotyczne – nagle mam na wyciągnięcie ręki. Nasze wyprawy traktujemy jako pewnego rodzaju wyzwanie, za które nikt nas nie ocenia, nie oczekuje efektów i jeżeli popełnimy jakiś błąd, to tylko my poniesiemy jego konsekwencje. To kontrastuje bardzo z rzeczywistością, z którą zmagamy się wszyscy każdego dnia. W relacji ja-on/ ja-rodzina w podróży lubię wspólnie spędzony czas, który jest przeznaczony tylko dla nas.

A jest coś czego się podczas podróży boisz?

Jej końca. Naprawdę. To nie jest tak, że boję się powrotu do swojego codziennego życia, bo na nudę narzekać nie mogę, a przede wszystkim mam do czego i do kogo wracać. Jednak nasze wyprawy dają nam tyle pozytywnej energii do działania przez resztę roku oraz czas do zastanowienia się nad rzeczami, które w codziennym życiu schodzą na boczny tor, że ciężko się z tym „źródłem” energii i inspiracji rozstać.

Poradź – jak przygotować się najlepiej do podróży z dzieckiem?

Zabrać duży bagaż cierpliwości, wyrozumiałości oraz nie jechać z nastawieniem „to muszę zobaczyć”. W ten sposób unikniemy zawodu, że w trakcie wycieczki musieliśmy coś pominąć. Lepiej dać się zaskoczyć, że plan udało się zrealizować w 120 %. Podczas podróży z dzieckiem trzeba być świadomym dodatkowych i nieplanowych stopów. Mogę tylko mówić o zebranym przez nas do tej pory doświadczeniu. Nie wiem z jakimi problemami borykają się rodzice starszych dzieci, to wszystko dopiero przed nami.

Jest jakiś kraj, który najbardziej zapadł Ci w pamięć?

Każdy kraj pamiętamy długo, ponieważ każdy nas oczarował. No może Wietnam najmniej. Jednak najbardziej zapadły nam w pamięć Indie. Po pierwszej podróży po tym państwie mieliśmy dość mieszane uczucia. Jednego dnia je uwielbialiśmy, a drugiego miałam ochotę się spakować. Indie albo się kocha albo nienawidzi, ale na pewno na długo zapamięta. W połowie wyjazdu myślałam o tym, jak ja tu jeszcze wytrzymam kolejne 20 dni. Natomiast pod koniec wyprawy znowu miałam ochotę przedłużyć nasz pobyt. Gdy wróciliśmy do Polski i posortowałam swoje myśli, okazało się, że tęsknię za Indiami. 4 lata później nasze serca znowu nas tam pognały. Wtedy delektowaliśmy się już każdym dniem. Na pewno tam jeszcze wrócimy.

W jaką porę roku wolisz podróżować? Pytam, bo szukam klucza jakim się kierujesz w wyborze celu. Bo to Ty planujesz miejsce, prawda?

Miejsce i porę roku wybieramy wspólnie. Jako studenci podróżowaliśmy głównie podczas ferii letnich, bo były najdłuższe. Później na urlop wybieraliśmy najdogodniejszy moment w pracy. Teraz musimy brać pod uwagę ferie w przedszkolu naszej córki. To jeżeli chodzi o dłuższe wyprawy. Resztę planujemy spontanicznie – w zależności od trafiających się okazji czy dodatkowych wolnych dni.

74fa815e-f6c8-4966-8a4d-273a393382871x

Macie na koncie jakieś ciekawe historie, anegdoty?

Całą masę. Szkoda, że nie spisywałam wszystkiego na bieżąco. Przykładowo w Nikaragui zostaliśmy nielegalnymi imigrantami, a w Indiach zagraliśmy w indyjskim serialu. W 2006 podczas podróży po Chinach trafiliśmy w malutkiej wiosce do lokalu z najlepszą zupą, jaką kiedykolwiek jedliśmy. Byliśmy osobami, które chyba najwolniej spożywały swoje danie w historii tej knajpki. Nowi klienci przychodzili i wychodzili, a my dalej próbowaliśmy skończyć naszą zupę. Trochę długo zajęło nam wyławianie makaronu pałeczkami. Pochłonięci walką z makaronem nie zauważyliśmy, że wokół nas gromadzi się coraz więcej osób i obserwuje nas z zaciekawieniem. Myślałam sobie „O kurczę musimy przyspieszyć przyswajanie sztuki operowania pałeczkami, bo się ośmieszamy”. Okazało się, że to nie nasze umiejętności, a sam fakt, że jesteśmy Laowai z dalekiego kraju wzbudził ich ciekawość. Klienci sprowadzili do lokalu miłego Chińczyka, który jako jedyny w wiosce mówił po angielsku. Zlecono mu misję. Miał z nami porozmawiać i się wszystkiego o nas dowiedzieć. Od przesympatycznego nauczyciela angielskiego usłyszeliśmy, że niektórzy ze zgromadzonych pierwszy raz widzieli białego obcokrajowca. W ten sposób miło spędziliśmy popołudnie z połową mieszkańców wioski na paru metrach kwadratowych.

Innego razu…mogłabym tak bez końca .

Genialnie! A jakbyś miała wybrać miejsce zamieszkania, poza Polską, gdzie byś zamieszkała? Może to miasteczko w Chinach?

Hehe…uwielbiamy małe miejscowości lub wioski, ale tylko podczas wyjazdów. Jako miejsce zamieszkania zawsze wybralibyśmy duże miasto.. takie to już z nas mieszczuchy… Po 6 tygodniach w urokliwych kanadyjskich miasteczkach zgiełk, tłum ludzi oraz ogromna liczba sklepów i restauracji w Toronto była dla nas swego rodzaju przyjemnością.

W sumie to już mieszkamy poza Polską, dokładniej mówiąc w Berlinie. Gdybyśmy jednak mieli jeszcze raz zmienić nasze miejsce zamieszkania, to podejrzewam, że wylądowalibyśmy dokładnie w tym samym mieście. Kiedyś na poważnie myśleliśmy o przeprowadzce do Indii na jakiś czas…

Istnieją miejsca na ziemi, gdzie nasze serce bije szybciej i czujemy się tam, jak w domu. Takie uczucie mieliśmy przykładowo w Quito w Ekwadorze. Natomiast na pewno nie chcielibyśmy zamieszkać w Kanadzie. Podświadomość szepcze jednak po cichu: „Nigdy nie mów nigdy”.

Czemu nie w Kanadzie? Tam podobno żyje się dostatnio i pięknie (śmiech)?

Kanada to piękny kraj z przesympatycznymi ludźmi. Wystarczy wyjechać kawałek za miasto i człowiek zostaje sam na sam z dziką naturą zastawiając się, czy zza drzewa wyskoczy niedźwiedź czy łoś. Po tym państwie bardzo łatwo podróżuje się z dziećmi. Jednak życia w miejscu, gdzie po frytki z Burger Kinga można iść na pieszo, a po świeże pieczywo trzeba jechać 8 km, sobie nie wyobrażam. Poza tym jako ciepłolubne stworzenie nie przetrwałabym ich zimy. Gdybym miała jednak do wyboru USA lub Kanadę to bez zastanowienia wybrałabym kraj syropu klonowego.

Pojawił się wątek jedzenia! To co ekstremalnego jadałaś?

JA? Nic, a na pewno nie będąc tego świadomą. Zupełnie nie jestem typem osoby eksperymentującej z jedzeniem. Nie sięgam po potrawy o dziwnym wyglądzie i zapachu. Jeżeli już muszę zjeść coś nietypowego, to wolę nie wiedzieć, czym mnie poczęstowano. Poza tym zawsze słyszę, że te wszystkie jedzeniowe przygody smakują jak kurczak. To po co mam się męczyć? Wolę zjeść kurczaka. Za to mój Mąż zjadł np.: tarantulę. Wiem też, że próbował dość nietypowych dań w Kenii, ale nie chce mnie straszyć, więc nie znam szczegółów.

dscf33251x

I zapewne smakowała jak kurczak. Fuj! To najbardziej ekstremalna rzecz jaką robiłaś?

My jesteśmy zwykli Kowalscy, nie robimy rzeczy ekstremalnych. Co najwyżej coś głupiego….

Przykładowo wybraliśmy się spontanicznie na trekking przez Wąwóz Skaczącego Tygrysa w trampkach…Trochę się zdziwiliśmy pierwszego dnia, kiedy musieliśmy przeprawić się po śliskich kamieniach, po których spływał wodospad. Nie muszę chyba dodawać, że po jednej stronie była przepaść,a po drugiej ściana wody i nie mieliśmy się nawet czego przytrzymać, aby nie poślizgnąć w naszym profesjonalnym obuwiu. Niestety to doświadczenie niczego nas nie nauczyło. W kolejnym roku weszliśmy na wulkan na wyspie Ometepe w Nikaragui. W czym? Oczywiście w trampkach. Nie byłoby w tym nic aż tak spektakularnego, gdyby nie fakt, że w drodze powrotnej spadł deszcz, ziemia obsuwała się, a my w naszych trampach zjeżdżaliśmy na dół prawie jak na łyżwach. Oczywiście ja się wywróciłam i załatwiłam sobie rękę na dobry tydzień. Po tym incydencie sprawiliśmy sobie buty trekkingowe…

Czy zjazd na linach w lesie w Nikaragui na wysokości 50 m. n. p. m. to ekstremalna rzecz?

Tak! To teraz coś o macierzyństwie. Co chciałabyś przede wszystkim przekazać córce?

Zaciekawić światem, nauczyć tolerancji i wrażliwości na ludzką krzywdę. Podróże to wspaniała lekcja akceptacji i tolerancji. Dodatkowo chciałabym jej pokazać, że wycieczki, które sami organizujemy, to doskonałe szkolenie z organizacji.

Obserwowałaś mamy w innych krajach? Co zwróciło Twoją uwagę?

Niektóre nie używają wózków i noszą dzieci w chustach przez cały czas, inne jeżdżą na skuterach z paromiesięcznymi bobasami na rękach, w niektórych rejonach fotelik samochodowy to jakieś szalony pomysł. Myślę, że najbardziej zszokowały mnie matki w Kanadzie. Kanadyjskie standardy bezpieczeństwa, które muszą spełniać produkty dla dzieci są bardzo wysokie. To przecież w Kanadzie wprowadzono zakaz sprzedaży chodzików. Na rynku dostępnych jest wiele ułatwiających matczyne życie gadżetów. Jednak dzieci wożone w gondoli wózka to prawie niespotykany widok. W sklepach również nie widziałam takich modeli. Małe bobasy wożone są przez cały czas w fotelikach samochodowych, nawet podczas długich spacerów! Nie chce wiedzieć, jak będzie wyglądał ich kręgosłup.

Miłość matki jest wielka niezależnie od kraju czy kultury. Pani Kowalska, Pani Schmidt, Pani McDonald i Pani Cheng tak samo kochają swoje dzieci, różnią się tylko sposobem wychowania.

Teraz zdradź, skąd macie pieniądze na podróże (nie chcę tu zahaczać o prywatne rzeczy broń Boże!), chodzi mi o tanie podróżowanie, da się?

Pracujemy i nie przepuszczamy na głupoty . A tak poważnie, życie to sztuka wyboru. Jedni wolą nowe meble, drudzy nowy telewizor, inni nową konsolę do gier, a jeszcze inni lubią drogie restauracje i szafy pełne butów. My mamy używane meble, stary telewizor i od czasu do czasu lubimy sobie zjeść w knajpie o przyziemnych cenach. Resztę pieniędzy wydajemy na podróże. Natomiast podczas samego urlopu nie żałujemy pieniędzy na unikatowe atrakcje czy odwiedzenie miejsc, do których już nigdy nie wrócimy. Za to patrzymy na cenę noclegu (wcześniej nocowaliśmy tylko w hostelach, teraz podczas wyjazdów z córką wybieramy prywatne mieszkania). Od roku jesteśmy fanami portalu Airbnb, przez który można wynająć prywatne kwatery w atrakcyjnych cenach – od zwykłego pokoju przez mieszkanie, aż po wille czy nawet zamek. Ta forma noclegu pozwala również zaoszczędzić pieniądze na śniadaniach czy kolacjach, ponieważ można je przygotować samemu w dobrze wyposażonej kuchni. Poza tym używamy komunikacji miejskiej lub własnych nóg podczas zwiedzania. Największym kosztem naszych wyjazdów jest zawsze bilet lotniczy. Tutaj trzeba po prostu szukać promocji i jeżeli się trafi, to jej nie przegapić. Nie chce się tutaj rozwodzić w temacie, ale oczywiście zainteresowanym chętnie zdradzę tajniki taniego podróżowania. Nie ma się oczywiście co oszukiwać. Podróże za darmo nie są, a jeżeli mamy gdzieś jechać, aby tydzień nie jeść, nie myć się i na każdym kroku myśleć o tym, jak nie wydać złotówki więcej, to moim zdaniem w tym momencie kończą się wakacje, a zaczyna się szkoła przetrwania.

dscn2178x

Jakie macie zasady w podróży?

Pokój z własną łazienką – to nasza pierwsza i chyba jedyna sztywna zasada, którą mamy w podróży. Wiadomo, od każdej reguły są wyjątki. Jednak rzadko rezygnujemy z tej odrobiny luksusu. Od początku naszej przygody z wyprawami unikamy pokoi wieloosobowych. W końcu podróżujemy jako para, więc po całym dniu w terenie i rozmowach z różnymi ludźmi, chcemy mieć odrobinę czasu tylko dla siebie.

Jeżeli kierujemy się zdrowym rozsądkiem, to myślę, że ustalanie katalogu z regułami nie jest konieczne. Zresztą wspólna wycieczka, to świetny sprawdzian dla naszych charakterów. To idealny moment, aby przekonać się, czy możemy liczyć na drugą połówkę w trudnych sytuacjach.

Rady dla nieprzekonanych do podróży?

Odważcie się! Nawet gdyby to miała być Wasza ostatnia podróż. Lepiej pojechać i żałować swojej decyzji niż siedzieć w domu i zastanawiać się, jakby to było, gdyby…Choć jeszcze nie słyszałam o takim przypadku, aby ktoś po swojej pierwszej wycieczce nie zdecydował się więcej na żaden wyjazd. Jak się raz tego zasmakuje, to ciężko przestać!

dscn3725x

About author

Karolina Jaskólska

Jestem młodą mamą, choć znam młodsze. Zostałam nią w wieku 26 lat, ale jako że starość zaczyna się po 99. roku życia mogę się za młodą mamę uważać. Mam cudownego syna i córkę, którzy są dla mnie całym światem. Z zawodu dziennikarka z wykształcenia medioznawczyni. Bardzo lubię to co robię, więc trudno całkowicie zerwać z pracą. Staram się jak tylko mogę chociażby ‘coś skrobnąć’. Żeby oddychać potrzebuję: najbliższych sobie osób, marzeń (które powoli spełniam), celu (który łączy się ze spełnieniem marzeń) i czystego powietrza (którego coraz mniej…) Życzę sobie i czytelnikom przyjemnego spędzania czasu. Mam nadzieję, że nie raz się spotkamy wirtualnie bądź w rzeczywistości.

1 comment

  1. Dorota 16 lutego, 2017 at 21:40 Odpowiedz

    Świetny wywiad , czytalam z autentycznym zainteresowaniem. Z każdym kolejnym tekstem wzrasta przyjemność czytania ich.
    Przekonajcie się sami czytajcie naprawdę warto

Post a new comment

CIESZY NOwe zdobyte miejsce

W tym roku utwierdziłam się w przekonaniu, że nie trzeba daleko wyjeżdżać aby odpocząć czy odkryć coś niesamowitego. Wiadomo, z dziećmi wypoczynek wygląda inaczej. Sęk ...