Za oknem deszcz, a w głowie Barcelona

1

Ostatnio mnie tu mało. A na pewno krucho z tekstami z małych czy dużych podróży. Nawet wycieczki zeszły na drugi plan. Trywialne, aczkolwiek prawdziwe powody spowodowały taki stan rzeczy

Powrót do pracy, choroby, żłobek, finanse, potrzeba ułożenia rzeczywistości troszeczkę na nowo… zajmuje mnie na całego i zabiera czas, poświęcony kiedyś na podróże. Jednak powoli wszystko nabiera kształtu i w głowie tkwi już niecny plan.

W ramach motywacji, przedstawiam Wam ten oto tekst. Siedząc pod kocem z kubkiem herbaty z miodem, włosami potarganymi jak miotła, (już) lekką gorączką i końcówką anginy, wspominam jak to  kilka lat temu, w te przyjemnie ciepłe dni spacerowaliśmy po Barcelonie. Nie było z nami jeszcze dzieci, ale bez dwóch zdań zabierzemy je tam jak tylko nadarzy się ku temu okazja.

Do Hiszpanii wybraliśmy się samochodem. Wyprawa rodzinna. To znaczy moi rodzice, brat i my, w sensie Ł i ja. Zwiedzaliśmy po drodze co się tylko dało. Czasem wpadaliśmy do urokliwej, nieodkrytej jeszcze przez turystów małej miejscowości, a innym razem nocowaliśmy w dużym mieście, gdzie przybyszy takich jak my było więcej niż mieszkańców. Zasada była jedna: śpimy pod namiotem. To dla nas żaden problem, a jak zobaczyliśmy pola campingowe (baseny, standard łazienek, nawet małe zoo!) już zupełnie nie widzieliśmy przeszkód w sposobie nocowania. W ten sposób dojechaliśmy do rzeczonej Barcelony.

caldes-de-montbui-17

caldes-de-montbui-18

caldes-de-montbui-19

Zatrzymaliśmy się na pobliskim polu namiotowym na obrzeżach miasta. Dokładnie w Caldes de Montbui gminie, w prowincji Barcelona. Samo miasteczko jest urokliwym spacerowym miejscem. Do centrum mieliśmy około godziny autobusem. Biorąc pod uwagę hiszpański pośpiech czy, jak nam się udało nawet doświadczyć dwugodzinne spóźnienie, dojazd w porywach zajmował więcej. Nam to mimo wszystko nie przeszkadzało. Jesteśmy na urlopie – nie śpieszymy się!

No to co? Dawajta do Barcelony!

Obowiązkowy spacer po Las Ramblas. Aleja ulicznych artystów – muzyków, mimów, magików. Do tego pełno restauracji, barów tapas i sklepików z pamiątkami. No i ten targ! Kolory, zapachy, gwar, śmiechy, rozmowy w każdym języku świata. Rewelacja!

barcelona-145

barcelona-168

barcelona-169

barcelona-170

Droga kręta, bo co rusz schodziliśmy z niej, aby sprawdzić co jest w bocznej uliczce, prowadzącej do nabrzeża z portem Vell. Miejsce przerobione na centrum rekreacyjno-handlowe z przystanią jachtową. Bo do sklepów można przyjechać, a przepraszam – przypłynąć łódką. Do tego położonego na wodzie skupiska sklepów, można dojść ruchomym pomostem Rambla del Mar. Mnie urzekł. Do  L’Aquàrium Barcelona nie weszliśmy. Kolejki były zabójcze. Za to zaprzyjaźniliśmy się z pomnikiem Kolumba oraz zwiedziliśmy cały kompleks po obu stronach wody.

barcelona-52

barcelona-85

barcelona-101

A tak niezgodnie ze szlakiem naszego zwiedzania, wymienię secesyjny kościół, bazylikę mniejszą Sagrada Familia. No kto jej nie zna? Zobaczyć dzieło Antoniego Gaudíego na żywo – szał. Nie wiem czy mi się podoba czy nie. Na pewno wywołuje emocje i nie można przejść obojętnie. Budowla miała przypominać wielki organizm. Start budowy był w 1882 i robili, robili, robili. W międzyczasie zmienił się architekt (na początku nie był nim Gaudi). Ten troszkę kontrowersyjny artysta zmienił wszystko pod swój styl i poświęcił się temu projektowi do reszty. Wieże kościoła oddano do użytku w 1920 roku. Jednak finalizacja fasad musiała poczekać, Gaudi zrobił jedną z trzech fasad i zmarł śmiercią godną mistrza – wpadł pod tramwaj. Można by rzec, że zapatrzył się na otaczającą naturę i nie zauważył pojazdu….Bo wszystko jest tu niepowtarzalne, nie ma dwóch takich samych rzeczy – wszystko jest inspirowane naturą. Tak więc tworzenie Sagrady nadal trwa. Do tego projekty zniszczono podczas hiszpańskiej wojny domowej. Same kłody pod nogami.

barcelona-309

img_6421

img_6423

 A propos nóg. najlepszą formą zwiedzania dla nas jest spacer. Gubienie się w wąskich uliczkach, odkrywanie miejsc, które zapewne ominęlibyśmy idąc znanym szlakiem. Taką formę transportu – nożnego, wybraliśmy chcąc odwiedzić Park Guell. Znajduje się on w dzielnicy Gracia, na wzgórzu z którego widok przedstawia miasto w pełnej krasie. Niesamowity. Nie tylko panorama Barcelony urzeka. W tym miejscu pełno jest kolorowych, fikuśnych, ceramicznych rzeźb. Park powstał na zlecenie katalońskiego bogacza – Esebia Guell, który był fanem Gaudiego. Panowie wymyślili sobie miasto-ogród. Takie miejsce, gdzie mieszkałoby 60 rodzin burżuazji katalońskiej. Niestety nie wyszło. Wszystko działo się miedzy 1900-1914 rokiem. Po drodze był strajk generalny i wojna. W 1926 roku Park sprzedano Urzędowi Miasta. UNESCO wpisało miejsce na swoją listę światowego dziedzictwa w 1984 roku.

img_6488

img_6475

img_6474

Od 2013 roku wejście do Parku jest płatne. Mimo to kolejki się nie zmniejszyły.

Prócz zdjęć i masy wspomnień przywieźliśmy z tego miejsca płytę z muzyką dwóch panów, którzy jeszcze bardziej podkreślali urok tego miejsca. Wyobraźcie sobie: siedzicie na genialnej, falopodobnej ławce (mającej 110metrów), ciepło, zachód słońca i dźwięk gitar w tle. Wspaniale!

img_6551

W parku Guell znajduje się również Muzeum Gaudiego. Artysta mieszkał tu od 1906 do 1926 roku. Po śmierci budynek wykupiło Stowarzyszenie Przyjaciół Antoniego Gaudiego, no i stworzono Muzeum.

img_6459

img_6534 img_6531

img_6543

Następnym punktem naszej wycieczki był stadion Camp Nou i  Museo del Barça. Ja jako wielka fanka piłki nożnej, zachwycałam się sposobem przedstawienia historii klubu (interaktywne ekrany) oraz fotografiami w Muzeum – zdjęcia działalności fundacji. Męska część wycieczki była bardziej zaangażowana.

Camp Nou jako sam budynek z zewnątrz nie powala na kolana. Błagam, fani piłki nożnej nie zabijajcie mnie….

Ciekawe jest to, że część trybun znajduje się jakby…pod ziemią, poniżej terenu. Jupitery tez nie rzucają się w oko – znajdują się na górze trybun.

Nic więcej nie napiszę. Warto zobaczyć, zwiedzić i zawstydzić mnie ciekawostkami, których ja nie umiałam dostrzec 😉

Za to z czystym sumieniem polecę pokaz światła i dźwięku fontann, które znajdują się wzdłuż schodów od placu Plaza de España po budynek pałacu Palau Nacional na wzgórzu Montjuic. Najlepsze miejsce na oglądanie wodnego przedstawienia – schody. Niestety większość osób wychodzi z tego założenia. Tłum jest, więc warto przyjść troszkę wcześniej.  Pokazy różnią się od siebie. Muzyka zależy od dnia, nigdy nie wiadomo co się usłyszy. Do wyboru do koloru (dosłownie!), od muzyki z bajek po klasyczne utwory. Tańczy woda, tańczą ludzie. Dzieci korzystają w upalne dni z chłodzących kropel.

Font Magica została zaprojektowana przez Carlesa Buigasa jako atrakcja podczas Wystawy Światowej w 1929 roku. Niestety została zniszczona podczas domowej wojny hiszpańskiej, w zawieszeniu była do 1955 roku. Na samym początku w miejscu fontanny były Cztery Kolumny (też je zniszczono). Ponownie stanęły nieopodal wodnej atrakcji w 2010 roku.

barcelona-14

barcelona-15

barcelona-18

barcelona-19

Na koniec coś smacznego! Bo wiadomo, najlepiej zwiedzać miejsce każdym zmysłem. Paella. Mniam.  Ta zjedzona w Barcelonie jest niepowtarzalna. Próbowałam zrobić podobną w domu – bez szans. To danie bazuje na ryżu z dodatkiem szafranu. Wszystko smażone i gotowane na metalowej patelni z dwoma „rączkami”. Można do niej dodawać tak naprawdę wszystko co chcemy. Owoce morza, mięso (królika, kurczaczka itd), warzywa. Byleby był ryż. Ja jadłam potrawę z kimś „na pół”. Gdybym się nie podzieliła, resztę wycieczki spędziłabym w łóżku, sapiąc z przejedzenia.

barcelona-268

barcelona-270

img_6648

img_6652

To jedynie kilka miejsc godnych polecenia w tym kolorowym mieście. Te akurat przyszły mi do głowy jako pierwsze przy skojarzeniu z Barceloną. Nie muszę chyba pisać, że zachęcam, polecam i sama wrócę do tego drugiego co do wielkości miasta Hiszpanii.

Tak więc, hop na strony z tanimi biletami lotniczymi!

 

 

 

 

 

 

 

About author

Karolina Jaskólska

Jestem młodą mamą, choć znam młodsze. Zostałam nią w wieku 26 lat, ale jako że starość zaczyna się po 99. roku życia mogę się za młodą mamę uważać. Mam cudownego syna i córkę, którzy są dla mnie całym światem. Z zawodu dziennikarka z wykształcenia medioznawczyni. Bardzo lubię to co robię, więc trudno całkowicie zerwać z pracą. Staram się jak tylko mogę chociażby ‘coś skrobnąć’. Żeby oddychać potrzebuję: najbliższych sobie osób, marzeń (które powoli spełniam), celu (który łączy się ze spełnieniem marzeń) i czystego powietrza (którego coraz mniej…) Życzę sobie i czytelnikom przyjemnego spędzania czasu. Mam nadzieję, że nie raz się spotkamy wirtualnie bądź w rzeczywistości.

1 comment

Post a new comment

Nie mogąc dogadać się z wiatrem

Od jakiegoś czasu mam wielką ochotę na puszczenie w niebo latawca. Brzmi śmiesznie, ale serio. Od kiedy Groszek kupił takowy (jako element prezentu) siostrze na ...