Czarodziejka zielarka

0

Z ziołami jej do twarzy. W magiczny dla mnie sposób czaruje smakołyki z naturalnych składników. Zaprzyjaźniła się z roślinami. Żeby nie było, jest całkowicie normalna i do tego przesympatyczna. My tu sobie pogadałyśmy, a więcej znajdziecie na jej stronie http://www.mietawkapeluszu.pl/. A zanim tam wejdziecie, zapraszam do przeczytania wywiadu. Przedstawiam Wam Sylwię Ciszyńską

img_20170319_124238

Kicham, prycham, a mój nos to jeden wielki kran…co polecisz mi na przeziębienie, infekcję?

Powiem nieodkrywczo – każdy organizm jest inny i moim zdaniem jedyną skuteczną metodą jest… metoda prób i błędów. Inaczej nie dowiesz się, co Ci służy, a co nie. Oczywiście najłatwiej jest pójść do lekarza i wyjść z receptą na antybiotyk. Prawie na pewno Ci pomoże. Na moment. Bo w dłuższej perspektywie osłabi organizm. A przy okazji przewietrzy portfel. Dlatego świetną alternatywą są „leki” naturalne. W teorii (śmiech) Ja przez długi czas miałam jednak pecha do roślin leczniczych. Im więcej o nich czytałam, tym bardziej byłam przekonana, że są super i poradzą sobie z każdą dolegliwością od pryszcza po nowotwór. Tylko one jakoś nie odwzajemniały mojego uwielbienia i jak na złość nie działały. A może po prostu testowały moją wytrwałość (śmiech). Potrzebowałam roku, żeby trafić na specyfiki, które mnie „polubiły” – olej lniany i olej z czarnuszki.

Olej lniany i olej z czarnuszki? Jak to? Gdzie go kupić, jak go zrobić? W czym pomaga?

O oleju z czarnuszki dowiedziałam się od wujka, który ma bzika na punkcie wyszukiwania takich zdrowotnych perełek (nie, nie mam na myśli wujka Google). Akurat opowiadałam mu o mojej próbie oczyszczania organizmu ziemią okrzemkową, a On na to: „A wiesz co jest jeszcze dobre na detoks, a może nawet lepsze? Olej z czarnuszki.” Zaintrygował mnie tym, bo byłam wtedy zafascynowana diatomitem, a tu mi ktoś insynuuje, że coś innego jest lepsze (śmiech).

I rzeczywiście, o ile ziemia okrzemkowa oczyszcza, olej z czarnuszki również fantastycznie odżywia, dając organizmowi siłę, by bronił się sam. W ogóle w starożytności uważano, że czarnuszka leczy wszystko poza śmiercią. Wyobrażasz sobie? Ma w sobie takie substancje, które niwelują stany zapalne i wyrównują każdy brak równowagi w komórkach. Ale nie chcę wchodzić w szczegóły, bo nie jestem lekarzem ani chemikiem.

Opowiadasz to jak jakąś bajkę! I co dalej, i co dalej?! (śmiech)

Wszystkie te właściwości, o których można przeczytać chociażby w sieci, pięknie brzmią. Tylko jak to się ma do rzeczywistości? Postanowiłam sprawdzić. Miałam nadzieję, że może będę mogła to podawać całej rodzinie. Chodziło mi zwłaszcza o trzyletniego syna, który jest strasznym niejadkiem i aż się prosi, by w jakiś prosty sposób stuningować mu codzienną dietę. Poza tym byliśmy świeżo po ciągnących się przez kilka tygodni infekcjach, którymi wymienialiśmy się ze sobą nawzajem w domu. Przerażała mnie wizja powtórki z rozrywki. Kupiłam więc małą buteleczkę i spróbowałam. Wiedziałam, że oleje są obrzydliwe w smaku, ale ten jeszcze na dodatek pikantny. I jak to podać dziecku? Wymyśliłam, że poszukam dla odmiany jakiegoś wyjątkowo mdłego w smaku oleju, żeby móc je ze sobą mieszać. Poszperałam trochę w internetowych sklepach zielarskich i mój wybór padł na zimnotłoczony olej lniany. Gdy wczytałam się w jego właściwości, złapałam się za głowę. Bo po raz kolejny zachwyciłam się siłą, jaka drzemie w roślinach. Zwłaszcza w tych naszych polskich, wcale nie egzotycznych czy drogich. Tu znów łatwiej jest wymienić, czego ten olej NIE leczy. Ale moim zdaniem na szczególną uwagę zasługuje to, że zawiera substancje, które regulują gospodarkę hormonalną. Może być więc ogromnym wsparciem dla każdej kobiety. Ale wróćmy do zwykłych, przeziębieniowych infekcji. Od momentu, kiedy moje dzieci zaczęły dostawać każdego dnia po pół łyżeczki każdego oleju (a jest to już około 5 miesięcy), nie miały nic poważniejszego niż drobny katar czy kaszel. A i te dość szybko mijają. Poza tym mam niezbity dowód na to, że ich organizmy są teraz naprawdę znacznie silniejsze. Był taki czas, że sama przestałam pić oleje. Dawałam je dzieciom, a sama nie brałam, właściwie nie wiem czemu, chyba z powodu zaawansowanego lenistwa. Wystarczyło, że gdzieś tam się przegrzałam, potem mnie zawiało i organizm wymiękł. Przez kilka dni chodziłam, a raczej leżałam z gorączką, katarem i potężnym kaszlem. Niestety nie zawsze była możliwość, by ktoś inny zajął się dziećmi, więc taka, za przeproszeniem, zagilana zajmowałam się dziećmi, które nie rozumiały, że nie powinny się do mnie w tym stanie przytulać czy dawać buziaków. I wiesz, że niczym się ode mnie nie zaraziły? Jestem przekonana, że gdyby nie wsparcie w postaci olejów, ich małe organizmy nie byłyby aż tak niewzruszone.

Magia! Ustalone – nie są Ci obce naturalne środki zapobiegawcze chorobom. Co poleciłabyś jeszcze przy drobnych infekcjach? Co Tobie pomaga? Może jakiś przepis na wiosenne przesilenie?

Mogę opowiedzieć Ci o jeszcze jednym triku, który odkryłam zupełnie niedawno. Chciałabym jednak zaznaczyć, że tak jak w przypadku innych substancji, to nie jest tak, że ja to na mocy jakiejś eksperckiej wiedzy polecam. Po prostu w moim przypadku to pomogło, ale każdy musi sam rozważyć wszystkie za i przeciw, jeśli chodzi o swój organizm. A szczególnie jeśli rzecz dotyczy dzieci. Mój młodszy synek (prawie 1,5 roku) złapał katar. Nie przeradzało się to w nic poważniejszego, ale też nie mijało. Przed południową drzemką zrobiłam mu inhalację. Do inhalatora wlałam jedną kroplę olejku z drzewa herbacianego. Po drzemce kataru nie było. Wrócił dopiero przed nocą, ale już znacznie mniejszy. Następnego dnia powtórzyłam inhalację. Jednak zamiast kropli olejku, jedynie maznęłam wnętrze pojemniczka inhalatora palcem delikatnie umoczonym w olejku (olejki eteryczne są bardzo skoncentrowane i bardzo silne, nie chciałam przesadzić z ilością), ale już taka znikoma ilość wystarczyła. Po drzemce katar ustał i już nie wrócił. Fajnie? (śmiech)

img_20170319_121817

Genialne! Skąd w ogóle wzięło się Twoje zainteresowanie ziołami, roślinami?

Wyssałam to z mlekiem mamy! Odkąd pamiętam, Ona również miała zdrowego fioła na punkcie różnych zdrowych i przeważnie okropnie niesmacznych naturalnych specyfików. Poza tym kochała drzewa. Potrafiła się do nich przytulać w lesie i wierzyła, że dają energię. Wtedy się z tego śmiałam. Ale teraz wiem, że jest tak, jak mówiła.

A rysunki? To sposób na wyróżnienie strony?

To proste – nigdy nie miałam smykałki do robienia zdjęć. A rysować każdy umie. Kiedyś przeczytałam w jakimś podręczniku do rysowania, że technicznie rzecz biorąc, jeśli umiesz pisać, to umiesz też rysować, bo rysowanie tak naprawdę nie jest aż tak skomplikowane dla dłoni. Pomyślałam, że zrobię z tego sposób na wyróżnienie swojej strony. Po niecałym roku kupiłam sobie telefon z przyzwoitym aparatem i wtedy zaczęłam próbować sił w robieniu zdjęć. Podpatrywałam inne blogi i profile na Instagramie. Nauczyłam się, że „trendy” jest fotografowanie kawy na rozłożonym swetrze i takie tam. Nadal nie widzę w sobie jakiegoś szczególnego talentu do zdjęć, ale mimo to coraz częściej ilustruję nimi swoje wpisy. Tak jest szybciej. Nie chce mi się już siedzieć godzinami z ołówkiem i paczką kredek. Ale nie zrezygnowałam całkowicie z rysowania. Bardzo polubiłam tworzenie minimalistycznych grafik, które możesz zobaczyć na mojej grupie na FB. Grupa nazywa się „Czarny kapelusz” i założenia ma być inspirującym, kameralnym miejscem dla twórczych osób. Serdecznie Cię tam zapraszam. Poza tym jakiś czas temu sprawiłam sobie tablet graficzny. Po kilku próbach postanowiłam odłożyć go na jakiś czas. Niech poczeka na lepszy moment. Na pewno będę chciała kiedyś nauczyć się, jak wykorzystywać w pełni jego możliwości.

Już jestem w tej grupie! A jakie są Twoje ulubione zioła, herbaty?

Z ziół chyba najbardziej i najdłużej lubię rumianek. Jest taki uniwersalny i łagodny, a gorący napar wypity zwłaszcza wieczorem wyjątkowo mnie odpręża i przyjemnie rozgrzewa. No i uwielbiam herbatę earl grey (mogę powiedzieć, że z Biedronki?(śmiech) posłodzoną odrobiną miodu. Piję ją dla czystej przyjemności. Zaraziłam tym zwyczajem wszystkich mężczyzn w moim domu.

Czyli co, ulubiona pora roku to wiosna, kiedy wszystko kwitnie, pachnie, zieleni się?

Zdecydowanie tak. Wiosna podsuwa mi zawsze świeże porcje radości i nadziei. Ale wiesz co, od paru lat zaczęłam się również zachwycać jesienią, której wcześniej nie znosiłam. Chyba się starzeję (śmiech)

Wujek, mama – skąd jeszcze czerpiesz na te tematy wiedzę?

Z książek. Od mądrych ludzi. Z książek polecanych przez mądrych ludzi. I z sieci.

img_20170319_122159

W domu wprowadzasz zdrową, „roślinną” kuchnię? Jesteś bio, eko itd.?

Nie ukrywam, trochę eksperymentuję i pewnie gdyby nie ja, mój mąż czy synowie nie znaliby w ogóle niektórych składników. Dwa razy podchodziłam do wegetarianizmu, ale później z braku wystarczająco silnej woli rezygnowałam. Obecnie jem mięso, ale niewiele. Staram się tak kształtować jadłospis w naszym domu, by zwłaszcza dzieci wiedziały, że mięso jest jedną z opcji, a nie koniecznym elementem posiłku. Ale nie jestem sfiksowana na punkcie bio i eko. Czytałam sporo na ten temat i rozumiem, o co chodzi, ale nie mam wystarczająco dużo zacięcia, by się temu w całości oddać. Po prostu robię co mogę, by poza mainstreamowymi posiłkami typu chleb z marketu, pizza czy parówki, w naszej diecie stale gościły bomby witaminowe. I jest równowaga. Mam taką nadzieję (śmiech)

A Twoja rodzina pomaga w przyrządzaniu? Smakuje z Tobą ziółka itd.?

Mąż pomaga, On jest świetny w kuchni. Ma bardzo otwarty kulinarnie umysł. Chociaż nie umie gotować „na oko”, musi mieć na wszystko konkretny przepis i nie toleruje swobodnej zamiany składników. A ja wręcz przeciwnie. Dlatego nie możemy gotować razem, bo byśmy się w kółko kłócili (śmiech) Natomiast dzieci…hmm… jest super, jeśli nie przeszkadzają. Czy próbują wszystkich moich eksperymentów? Nie. Ale nie zmuszam ich do jedzenia, jeśli nie mają na coś ochoty. Jedynie w przypadku olejów stosuję pewien rodzaj przekupstwa, ale myślę, że zasłużony. Niejeden dorosły zapewne nie wziąłby do ust ani kropli takiego surowego oleju. A oni to dzielnie piją. Dlatego za każdym razem mam dla nich w nagrodę jakiś mały łakoć. Jak wyglądają nasze posiłki? Na pewno chcesz to wiedzieć? (śmiech) Wszyscy się przekrzykują, jedzenie wędruje niekoniecznie do buzi, a po wszystkim mieszkanie wygląda jak po przejściu buldożera. Ale pewnie za parę lat będziemy wspominać ten czas z łezką w oku!

img_20170319_121042

About author

Karolina Jaskólska

Jestem młodą mamą, choć znam młodsze. Zostałam nią w wieku 26 lat, ale jako że starość zaczyna się po 99. roku życia mogę się za młodą mamę uważać. Mam cudownego syna i córkę, którzy są dla mnie całym światem. Z zawodu dziennikarka z wykształcenia medioznawczyni. Bardzo lubię to co robię, więc trudno całkowicie zerwać z pracą. Staram się jak tylko mogę chociażby ‘coś skrobnąć’. Żeby oddychać potrzebuję: najbliższych sobie osób, marzeń (które powoli spełniam), celu (który łączy się ze spełnieniem marzeń) i czystego powietrza (którego coraz mniej…) Życzę sobie i czytelnikom przyjemnego spędzania czasu. Mam nadzieję, że nie raz się spotkamy wirtualnie bądź w rzeczywistości.

No comments

Poczuj się jak Kim Kardashian

  Po spotkaniu Matki na Dzikim Zachodzie miałam przyjemność testować krem marki Mama Mio The Tummy Rub Butter. Nie będę ukrywała dwóch rzeczy. Po pierwsze ...