Bąbel pod namiotem

2
 
Nie wiem czy mogę nazwać to szaleństwem, jak sugerowali niektórzy, czy może utratą rozumu – jak mówili inni. Oczywiście, byli i tacy którzy popierali nasz plan wyjazdu pod namiot. Z siedmiomiesięcznym szkrabem jest to małe wyzwanie, ale i cudowna przygoda. A gdy organizacja będzie na tip top – wtedy liczy się jedynie to drugie!
 
 
Na miejsce naszego biwaku wybraliśmy Gądno, niewielką wieś leżącą obok Morynia nad jeziorem Morzycko. Jest w niej jedno duże pole namiotowe i kilka domków letniskowych. Za płotem plaża, na terenie pola boisko do siatkówki, bar, toalety. Może brzmi mało atrakcyjnie dla rodziców z maluszkiem, jednak samemu można zapewnić tonę atrakcji. Dla nas najważniejsze było bezpieczeństwo i spokój. Właściciele są bardzo mili i pomocni, więc to dodatkowy atut miejsca. Szczegóły: http://www.gryfino.powiat.pl/index.php/baza-noclegowa2/89-camping-gadno-nad-jez-morzycko
Krótkie wyjaśnienie jak sobie poradziliśmy z kwestią karmienia Groszka. Od kiedy synek ma dwa miesiące dostaje mleko modyfikowane. Jest to większe utrudnienie niż gdybym karmiła piersią, ale od kiedy pan James Dewar wynalazł coś tak wspaniałego jak termos, nie ma problemu z wrzątkiem. Gospodarze pola namiotowego z chęcią uzupełniali nasz zbiorniczek.
Do Gądna najwygodniej dojechać samochodem. Wtedy trafimy bez problemu na miejsce. Podróżni bez auta dotrą tam na dwa sposoby. Po pierwsze PKS do Morynia i czterdziestominutowy spacer do celu (raz/dwa razy na dobę trafimy kusy do samego Gądna). Druga opcja to pociąg Przewozów Regionalnych. W nieco ponad godzinę dojedziemy bezpośrednim połączeniem ze Szczecina Głównego do Witnicy Chojeńskiej, a stamtąd spacerkiem (około czterdzieści minut) dojdziemy do pola namiotowego.

 

 

 

Wiadomo, noce pod namiotem wymagają więcej przygotowań niż te spędzone przykładowo w hotelu. Prócz grubych wojskowych materaców, koców (o trzy więcej niż normalnie byśmy wzięli) oraz śpiworów dla siebie, zabraliśmy ze sobą śpiworek dla Groszka. My posiadamy taki, który służył nam również przy okazji noszenia synka w nosidle. Coś podobnego do tego:
 
Dodatkowo zaopatrzyliśmy się w polary i grube piżamy. Z kosmetyków zabraliśmy ze sobą, (prócz podstawy podstaw) między innymi: krem ochronny na słońce i antykomarnice (świecie i spray). Te ostatnie okazały się najpotrzebniejsze podczas całego wypoczynku.
 
Z atrakcji rodzinnych, prócz tych, które oferuje samo pole campingowe, czyli mały plac zabaw, boisko do siatkówki (Groszek nie skorzystał z tej oferty ;)), miejsce na ogniska i pikniki, miejsce na rozwieszenie hamaka, bliskość plaży, można wybrać się na zwiedzanie okolicy. Najbliższe miasto to Moryń, a najbliższe jezioro Morzycko. W sposób naturalny łączymy podziwianie obu, wybierając się do Morynia, który widzimy z Gądna po drugiej stronie jeziora. Można zaryzykować i popłynąć łódką, którą wypożyczymy w miejscu naszego noclegu, bądź wybrać się na urokliwy spacer. Idziemy cały czas poboczem wzdłuż głównej drogi (bez obaw – bardzo mało ruchliwa). Podstawowa zasada by dojść do miasta i się nie zgubić jest taka: jeśli po swojej lewej masz ulicę, po swojej prawej musisz mieć jezioro. Nie muszę dodawać, że jest malowniczo.
 
W samej miejscowości znajduje się Geopark z ustawionymi w alei spacerowej figurami zwierząt. Poruszając się w kierunku plaży miejskiej i molo możemy podziwiać naturalnej wielkości podobizny ssaków z okresu lodowcowego, na przykład mamuty czy tygrysy szablozębne.
 
Pod koniec lipca w miasteczku odbywa się Jarmark Moryński. Koncerty, pokazy, stragany – jak to tego typu imprezy. Dla rodziców stoiska z rękodziełem oraz jedzeniem i piciem. Dla starszych dzieci konkursy, zabawy oraz place zabaw.
 
Jeżeli posiadamy samochód, to niedaleko leży Cedynia, a w niej mała wieża widokowa, no szału nie ma, ale skoro już jest, to można podejść i zobaczyć. Dodatkowo w tej miejscowości na Górze Czcibora stoi pomnik przypominający czasy pierwszego polskiego zwycięstwa. Kolejna atrakcja to zbudowany z kostki granitowej Kościół Narodzenia NMP oraz ruiny klasztoru cysterek. Dla lubiących spacery po cmentarzu można polecić ten w Siekierkach.  Znajdują się w nim mogiły poległych żołnierzy Pierwszej Dywizji Piechoty im. Tadeusza Kościuszki. No i kolejny przypominający o walkach pomnik i czołg. Nieopodal znajduje się sanktuarium maryjne Nadodrzańskiej Królowej Pokoju. Spacerowiczom polecamy Cedyński Park Krajobrazowy i między innymi Rezerwat przyrody Wrzosowiska Cedyńskie oraz Rezerwat przyrody Olszyna Źrudliskowa. W sumie w Parku znajduje się siedem rezerwatów. Podczas wędrówki możemy zaliczyć punkty widokowe z których obserwować można leśny krajobraz oraz dolinę Odry.
 
Dziecięcą wyprawę w moryńskie strony można urozmaicić legendą o Wielkim Raku:
 
Spośród mieszkańców grodu w Moryniu wzrostem, siłą i odwagą wyróżniał się młody RAK. Najlepszy rębacz, niechybny łucznik, górował nad innymi także szybkością biegu i umiejętnością pływania. A że do tego i pieśni znał mnóstwo, i zabawom wszelkim przewodzić umiał, ceniła go starszyzna, a młodzież w ogień by za nim poszła. On jednak marzył o sławie rycerskiej w obronie Ojczyzny. Nie czekał na to długo. Liczne zastępy wrogów z zachodu jak wezbrane fale zalały ziemię pomorską.
 
Ostrzeżeni płonącymi nocą łukami, mieszkańcy okolicznych wsi schronili się na czas w gródku, wespół z załogą odpierając ataki. Ale co znaczy garść obrońców wobec wielokrotnej przewagi wroga? Już i rąk do walki i grotów do strzał brakowało , więc bito wdrapujących się na wały włóczniami, spychano ich zaostrzonymi drągami, zrzucano potężne głazy, oblewano ukropem.
Brandenburczycy, zaskoczeni dzielną obroną Morynian, cofnęli się od murów, zabierając z sobą rannych i zabitych, i rozpoczęli oblężenie. Tymczasem w grodzie zjawił się wróg najstraszliwszy – głód. Upadły serca niektórych obrońców i o poddaniu się myśleć zaczęli
 
– Nie wytrzymamy dłużej jak dwa, trzy dni – szemrano.
 
– Jak nie od ran, to z głodu padniemy, ale cięższy będzie nasz los, gdy bezsilnych zbrojnie zagarną, niż gdy z dobrej woli na łaskę się zdam – dodawali inni.
 
– Żeby choć na posiłki a pomoc liczyć można!
Ale skąd pomoc gdy wezwać jej nie ma jak? Wąż się u grodu nie wśliźnie, ptak nie wyleci, by go nie ubito!
 
Zamyślił się Rak. Beznadziejność długiego oporu wiadoma była i jemu. Ale gdyby tak spróbować przedrzeć się a pomoc wezwać. Choć osłabiony walką i podniesionymi ranami, nie zawahał się.
 
– Ja pójdę po pomoc, jeno ślubujcie, że trzy dni jeszcze utrzymacie! – krzyknął.
 
Porwani jego zapałem obrońcy głośnym okrzykiem potwierdzili obietnicę dalszej obrony.
 
Późnym wieczorem, nóż jeno jako jedyny oręż zabierając ze sobą, zsunął się z wałów i poprzez bagno i chaszcze czołgać się począł ku jezioru. Już dotarł do brzegu i chciał znużyć się w chłodnej fale gdy dostrzegł zapełnione zbrojnymi czółna wrogów. Nie myśląc wiele uciął nożem grubą trzcinę, wsadził ją w gębę i zanurzył się w wodę. Udało się. Poczekał aż łodzie z knechtami brandenburskimi oddaliły się, a potem płynąc i brodząc wśród szuwarów dotarł na przeciwległy brzeg i skrył się w puszczy. Przed południem odnalazł wśród boru oddziały wojsk polskich. Nim jednak wyruszyła odsiecz już drugi dzień miał się ku końcowi.
 
– Nie zdążą na czas – martwił się Rak – a obrońcy pozbawieni wieści nie zdzierżą i gród poddadzą.
 
Uprosił więc dowódcę odsieczy o jak największy pośpiech, a sam ruszył z powrotem do Morynia.
Posługując się trzciną to płynął, to przekradał się po dnie pod wodą i wreszcie szczęśliwie przebrnął jezioro. tuż jednak pod murami grodu natknął się na straże brandenburskie.
 
– Wer da?! Krzyknął strażnik.
 
Nim się Rak spostrzegł, już kilku knechtów rzuciło się na niego by pojmać go żywcem. Rak wyrwał nadbiegającemu włócznie i wraz go przebił, lecz widząc, że nie zdoła się wrogom obronić, przyłożył ręce ku wargom i krzyknął, co miał tchu w piersiach:
 
– Tu Rak! Tu Rak! Idzie odsiecz! Wytrwajcie!…
 
Wstrzymali się na chwilę zaskoczeni przeciwnicy, lecz zrozumiawszy, że to jakaś wiadomość dla grodu, z wściekłością natarli na Raka.
 
– Wytrwajcie ! – zdołał krzyknąć raz jeszcze i z rozpłataną głową runął w fale jeziora.
 
Usłyszeli go jednak obrońcy i w mężnej walce dotarli do przyjścia pomocy. Odpędzono wroga połączonymi siłami, a pamięć o bohaterskim Raku przetrwała wiele pokoleń.
 
Opowiadają też, że nieraz w pogodne letnie noce wyłania się z fal jeziora olbrzymi rak, przybliża się do brzegu w kierunku miasta, a o świcie znów zanurza się w jeziorze.
 
Wśród ludu mówią, że jest to zaczarowana dusza dawnego obrońcy ,moryńskiego grodu – bohaterskiego RAKA.
 
 
Po powrocie do Gądna i położeniu dzieci spać polecam lampkę wina (choć z namiotem kojarzy się piwo (;-)), coś smacznego do przegryzienia i podziwianie zachodu słońca wsłuchując się w błogą ciszę przerywaną śpiewem ptaków. Wdychanie świeżego powietrza i napajanie się urokami jeziora i lasu jest gratis.
 
Na nas to robi wrażenie! A warto podkreślić, że po powrocie do domu byliśmy w rewelacyjnej formie, pozytywnie doładowani. Cali i zdrowi, bez uszczerbków na ciele i umyśle. Tak, siedmiomiesięczny Groszek również. Nawet komary nie bardzo dały nam w kość! To znaczy w skórę.
 

About author

2 comments

  1. Ferdek 4 sierpnia, 2016 at 20:30 Odpowiedz

    Pod namiotem i na łonie natury jest mniej zarazków niż w domu. Ja z moimi włóczę się po biwakach odkąd skończyli 3 lata, najciekawsze jest to, że w domu mają katar, alergie itp., a jak tylko jedziemy pod namiot, wszystkie dolegliwości ustėpują.

Post a new comment

Maj

 1.05.2015 (piątek) godz. 11.00  zwiedzanie Zamku z przewodnikiem, Zamek można zwiedzać do końca majówki o godzinie 11:00 i 15:00 Zainteresowani zwiedzaniem Zamku spotykają się na Dziedzińcu ...