Podróż z kulturą

0
old-1130731_960_720

Wpadnijcie do Firlików! To dla nich powstał ten tekst: https://firliki.wordpress.com/

Moja wyobraźnia szybuje czasem w przestworza. Niekiedy nawet nieświadomie…ale to dobrze, pomaga to w codziennym życiu. Na przykład, ostatnio, zastanawiałam się nad kulturą w moim życiu. Pytam: „Kulturo, kulturo, gdzie jesteś?”. Ona odpowiada: „Wszędzie, kochana wszędzie!”. Idąc tym tokiem myślenia postawiłam na kulturę w podróży! Jeśli jeszcze nie macie mnie za wariatkę – czytajcie dalej.

Kultura nie musi się kojarzyć jedynie z chodzeniem do muzeów czy teatrów. Jest też sposobem obcowania z rzeczywistością. To, jak podchodzimy do drugiego człowieka. Myślę, że również samo bycie. Mówiąc o kulturze w podróży mam na myśli właśnie wcześniejsze zapoznanie się z tradycjami, kanonami, elementami  i wartościami panującymi w miejscu do którego się wybieramy. Aby było z kulturą do twarzy i aby wyjść w różnych sytuacjach, jak to się mówi, z twarzą.

Uwielbiam poznawać ludzi. Rozmawiać, dowiadywać się różności o ich życiu. Ale nie w sensie plotkarskim, a kulturowym właśnie. Poznawać to, w jaki sposób żyją. Przede wszystkim jeżeli chodzi o osoby, które mieszkają poza granicami Polski. Z tej mojej ciekawości wyszedł cykl wywiadów „Matka Polka na obczyźnie”. To One zainspirowały mnie do napisania o kulturze, w kontekście kraju w jakim się spędza większość czasu. Nie tylko z dzieckiem. Jak wygląda życie setki kilometrów od domu.

I tak oto dowiedziałam się, że w Meksyku 99% dziewczynek, dziewczyn, kobiet ma długie włosy. I, jak mówi Olga z Małe Polki w Meksyku, „Mój Mąż też niby lubi europejską oryginalność, ale krzywi się na moje wzmianki o skrócenie fryzury. Kończy się tak, że drastyczne zmiany robię u stałego fryzjera w Krakowie, co jakieś dwa lata…”. Dowiedziałam się jeszcze, że dzieciom pozwala się na bardzo dużo. Raczkują po galeriach handlowych, udają nocne marki, ich piętnaste urodziny wyprawiane są na miarę tych z „My sweet sixteen” (prod. MTV przyp. red.). Już widzę jak niektóre nastolatki dowiadują się o tym i marzą o wyjeździe do Meksyku!

nenas

Natomiast we Włoszech, zgodnie z tradycją, wciąż króluje kult jedzenia. Tak naprawdę wszystko się wokół niego kręci. Przyznaję, jest pyszne, ale znam kilka równie ciekawych tematów. Jednak, gdy traficie do Rzymu, czy innego miasta Italii, zaplusujecie chwaląc potrawy, albo zagadnijcie kogoś o jakiś przysmak. Dzień z głowy. Tak samo z opinią o włoskich mamach. Cóż – to prawda.

eat-1237431_960_720

Daleko szukać…Francja. Tam, mam wrażenie, dzieci uprawiają samowolkę. Jednocześnie mają rodzica traktować jak swojego szefa. Może za bardzo patrzę na to z perspektywy dzieci wychowywanych w Polsce…Oczywiście brzydko generalizuję. Ola, moja rozmówczyni, zauważyła, że „ciągle słyszę, że za dużo pozwalam moim dzieciom, i że jestem za bardzo mamą. Że moja relacja z nimi jest zbyt bliska. Bo na przykład karmiłam piersią Julie przez dwa lata. Albo to że w chuście ich nosiłam, albo to że śpię z dziećmi…Ale jednocześnie ciągle słyszę: ale te Twoje dzieci są wspaniałe! Takie miłe, uprzejme, śmieszne, tak sobie radzą. Jak to mówią, trzeba znaleźć złoty środek”.

bike-1283777_960_720

Sama miałam ciekawą przygodę. Dosłownie dzięki przypadkowi zostałam bezpośrednio uczestniczką jednej z kultur. Mianowicie w efekcie zawirowań mieszkaniowych, podczas wizyty w podlondyńskiej miejscowości Luton, przez ponad dwa tygodnie mieszkałam z Pakistańczykami. Z panami. Dodam, że byłam jedyną dziewczyną. No i żyję, mam się dobrze i niesamowicie dużo się nauczyłam. Fascynujące jest to, że osoby z którymi mieszkałam dzieliły się na wyznawców różnych religii. Łopatologicznie: jedni modlili się cztery razy na dobę, drudzy nie jedli krówki, a trzeci robili wszystko na raz. Takich odłamów wyznaniowych było tam jeszcze kilka. Bo zapomniałam chyba dodać, że Panów było około dwudziestu. Ja oczywiście miałam swój pokój, z kluczykiem. Nikt mi się nie narzucał i nie nękał. Nie chcę aby wyszło, że wypowiadam się a propos ostatnich sytuacji z emigrantami. Nie! Ja po prostu chcę pokazać, że stereotyp narzucającego się Pakistańczyka nie zawsze ma rację bytu.

Ale wróćmy do kultury. Zaprzyjaźniliśmy się (bo byłam z chłopakiem, bratem i tatą – znów faceci!) z trzema młodymi chłopakami. Zaprosili nas na kolację. Pomyślałam: „Świetnie! Ich tradycyjne jedzenie (obiecali przygotować), pogadamy jak to jest u nich! Super!”. To było moje pierwsze takie bezpośrednie zetknięcie się z jakąkolwiek kulturą i przyznaję bez bicia, że średnio się przygotowałam z ich tradycji. Wiedziałam podstawę podstaw. Ale to, że odchodzą od stołu i sadzają na swoich, honorowych miejscach gości – nie wiedziałam. Że uraziłabym ich, gdybym nie dojadła kolacji – nie wiedziałam. A porcja jest kosmicznie wielka. I jak już zjesz to Oni dorzucają, zanim nie skończy się wszystko z garnka. A to wielki gar…Wyjeżdżając ze swojego kraju zostawiają za sobą wszystko – rodzinę, gospodarstwo. Chcą zarobić jak najwięcej i wrócić. Wtedy będę panami na włościach. Ich wiza przyznawana jest/była (mogę się mylić) na pięć lat. Nie mogą wtedy wrócić choćby na tydzień do domu.

Z takich wpadek kulturowych, które wtedy zaliczyłam ze swoimi kompanami było poczęstowanie krówkami – cukierkami. Mieliśmy akurat porcję (około 2 kilogramy) przywiezione z Polski. Poczęstowaliśmy ich, a tu na obrazku łaciata. Akurat Oni mućki nie jedzą…no i spojrzenie z cyklu: „O matko!”, stos pytań „Czy w Polsce robią cukierki z krowy?!”. Po załagodzeniu sytuacji jeden z gospodarzy dosiadł się do smakołyków i zjadł wszystko. Tak to znajomość kultury pomaga w wyjściu z twarzą z niejednej sytuacji.

england 031

Może nie do końca podeszłam standardowo do tematu kultury. Może spodziewaliście się historii z cyklu: jak spędzam czas wyszukując ciekawych galerii czy muzeów. Na ten temat też możemy porozmawiać. Instytucje szerzące wszelaką kulturę nie są mi obce. Jednak stwierdziłam, że pokażę Wam, jak łatwo i przyjemnie można zrobić z siebie galerię. Galerię zetknięcia z innymi kulturami, galerię codzienności.

 

 

 

About author

Karolina Jaskólska

Jestem młodą mamą, choć znam młodsze. Zostałam nią w wieku 26 lat, ale jako że starość zaczyna się po 99. roku życia mogę się za młodą mamę uważać. Mam cudownego syna i córkę, którzy są dla mnie całym światem. Z zawodu dziennikarka z wykształcenia medioznawczyni. Bardzo lubię to co robię, więc trudno całkowicie zerwać z pracą. Staram się jak tylko mogę chociażby ‘coś skrobnąć’. Żeby oddychać potrzebuję: najbliższych sobie osób, marzeń (które powoli spełniam), celu (który łączy się ze spełnieniem marzeń) i czystego powietrza (którego coraz mniej…) Życzę sobie i czytelnikom przyjemnego spędzania czasu. Mam nadzieję, że nie raz się spotkamy wirtualnie bądź w rzeczywistości.

No comments

MARZEC

19.03.2015, czwartek, godz. 11:00  Bajki Ci opowiem… Hala Opery, Szczecin W domowej biblioteczce mieszka Laryssa Pajęczyca – prawdziwy mól książkowy. Przypadkiem trafia na interesujący zbiór ...